Kategorie

Listopad 2017
P W Ś C P S N
« lut    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Informacje – ponownie

Kochani, jestem Wam winna przeprosiny.

Nie zajęłam  się tłumaczeniem opowiadania. Okazało się,  w połowie stycznia, że przyszły recenzje mojej pracy doktorskiej i musiałam wszelkie siły przekierować na zdanie egzaminów końcowych i obronę publiczną, czego nie planowałam. Na szczęście jestem już po. Powoli się regeneruję, potrzebuję trochę odpoczynku, a potem zabieram się za tłumaczenie.

Osoby chętne do nanoszenia poprawek proszę o kontakt ze mną po 4 marca. Podaję adres veddel2011@interia.pl.

Dziękuje za komentarze i pamięć

Pozdrawiam Veddel

Informacje 2015

Witajcie kochani po 2 letniej przerwie.

Nie wiem czy ktoś to jeszcze czyta, więc jeśli tak dajcie znać, a ja wznowię tłumaczenie. Po tak długiej przerwie okazało się, że tęsknię i czegoś mi w życiu brak.

Wszystkiego dobrego w 2016 roku.

Veddel

Wiadomość

Kochani czytelnicy
Mam nie miłą wiadomość.
Zawieszam blog na nieokreślony czas. Przykro mi, ale nadmiar zajęć i najważniejsze to co w życiu: Miłość; pochłaniają całkowicie mój czas. Życzę wam wszystkiego dobrego. Wrócę pewnie za jakiś czas. Nie żegnam się z wami, a mówię do widzenia.
Veddel

Tłumaczenie – PROCES TWÓRCZY – część 4.

Witajcie kochani.

Przepraszam, że dodaję notkę dopiero dziś, ale myślę, że nadal możemy zaliczyć ten okres do świątecznego. Wasza cierpliwość jest wspaniała.  Ponieważ nie zdążyłam wam złożyć życzeń w Boże Narodzenie, to pragnę, choć dziś wam przekazać od mnie parę słów, na ten nowy 2013 rok. Po pierwsze zdrowia, bez niego ani rusz do przodu. Oki wiem zaczęłam jak ” u cioci na imieninach” – przejdźmy więc dalej.

Po drugie ogromu pasji bo bez niej ciężko, w szkole, na uczelni czy pracy – bez tego ani rusz.

Po trzecie siły do realizacji zamierzonych planów tych realnych i tych mniej też, bo i tak któregoś dnia mogą stać się spełnione.

Po czwarte umiejętności mówienia „nie” i odnalezienia chwili dla siebie, gdy już wszystko was przerośnie, czasem trzeba po prostu powiedzieć „stop”.

Po piąte spełnienia marzeń tych nawet najbardziej szalonych.

Po szóste wiary w siebie i swoje możliwości.

Po siódme i chyba najważniejsze miłości bliskich osób, bo bez niej ten świat nic nie jest wart.

Po ósme by Mikołaj w tym roku był dla was hojny jak nigdy i przede wszystkim by trafił w gusta marzeń sennych tych bardziej realnych i mniej również. Z racji, że czasem nie można mieć wszystkiego od razu, ale krok po kroczku życzę wam by w 2013 roku spełniły się pragnienia te, które z racji, że w Polsce wszystko bywa opóźnione nie spełniły się w 2012 r.

Po dziewiąte worka pieniędzy, który spadnie z nieba – no dobra od kochanego szefa wypłata i premia, jakieś kieszonkowe dodatkowe też nie zaszkodzi, ale dodatkowy bonus też dobra sprawa.

Po dziesiąte życzę wam i sobie kraju bardziej tolerancyjnego, bezpiecznego, pełnego zrozumienia, w którym ludzie są sobie częściej życzliwi nie tylko, gdy coś od siebie chcą, w którym ludzie nie osądzają za wygląd w którym ludzie mają poglądy ustosunkowane argumentami, a nie tym bo ktoś tak myśli, w którym wyznawana wiara, poglądy czy sposób życia nie jest wyznacznikiem do skreślenia.

Po jedenaste byście nigdy nie czuli się samotnymi.

Po dwunaste dla piszących dużo weny twórczej, a dla czytających dużo opowiadań do pochłaniania.

No i z okazji, że to 2013 nadchodzi:

Po trzynaste koncertu Adama w Polsce – podobno cuda się zdarzają, więc czemu by nie spróbować uwierzyć w taki scenariusz.

 

~Serenity – nic się nie stało. Każdy popełnia błędy, w końcu jesteśmy tylko ludźmi. Masz rację, ja też bardzo lubię poczytać o naszej dwójce, po ciężkim dniu. Na chwilę się zdystansować, złapać oddech na dalsze pokonywanie przeciwności losu, chociażby. Ja też bywam niecierpliwa.

~Kitty  - właśnie to uwielbiam w tym opowiadaniu, ten słodki klimat, który dają maleńkie kroczki prowadzące do celu. Nie jest to jakieś wybitne dzieło, ale ma coś w sobie. Dziękuje za to, że będziesz, to tak miłe, gdy można z kimś dzielić się swoją pasją. Ja też ubóstwiam klimat Adommy, nie wyobrażam sobie z tej przyjemności (czytania, relaksu przy opowiadaniach, etc…) zrezygnować. Też życzę ci dużo weny.

~rybka79 – chyba czytasz coraz szybciej :). Ogromnie mnie cieszy, że tekst robi wrażenie – znów. Pozdrawiam.

 

Dziękuje, za każdy komentarza. Bardzo lubię je czytać, wiedzieć, że zrobiłam coś dobrze, że sprawiłam wam przyjemność. Przytulam wszystkich mocno.

Poprawki tradycyjnie zrobiła Cukkoo. Wszelkie błędy, jakie pozostały są moją winą. Pół pałzy zastosowałam zamiast myślników celowo. To mój wybór. Jeśli, ktoś znajdzie jakieś nieprawidłowości z chęcią przyjmę krytykę, piszcie, co można jeszcze poprawić.

Odcinek dedykuję Kitty – mam nadzieje, że będzie to mile spędzony czas (podczas czytania). Dziękuje za twoje wsparcie – jest ono dla mnie bardzo ważne.

 

Przed wami odcinek 4 „ Procesu Twórczego”.

Pod tekstem znajdziecie pewne uwagi, które napisałam by wyjaśnić parę kwestii.

——————————

Odcinek 4.

 

Tommy jak zamurowany stał w drzwiach sypiali Adama. Zbyt szybko zapomniał, że to właśnie tam zawsze pisali. I choć łóżko było ogromne, to niczego nie ułatwiało. Samo zbliżenie się do niego, nie należało do łatwych zadań. Ratliff poczuł się głupio – przecież to był tylko jakiś przedmiot! Pragnął wepchnąć te durne myśli gdzieś w głąb umysłu, zapomnieć o problemach, móc cieszyć się daną chwilą. Niestety, wiedział, że od słynnej rozmowy wszystko się zmieniło.

Adam zawahał się.

– Możemy iść gdzieś indziej… – powiedział ściszonym głosem.

Tommy wzruszył ramionami.

– Spoko. Nie musimy – odparł i wyciągnął z futerału gitarę, po czym usiadł z nią na krawędzi łóżka.

Wbrew swoim oczekiwaniom poczuł ulgę – za chwilę mieli wspólnie coś stworzyć, wiedział czego mógł się spodziewać. To doskonale znany grunt. Kilka razy delikatnie uderzył o struny, a serce wreszcie zaczęło spowalniać rytm. Spokój, tak bardzo potrzebny, zagościł w jego wnętrzu. Przerwał na moment, gdy uświadomił sobie, o ile silniejszy się wydawał, niżeli parę godzin wcześniej. Był w domu.

Adam intensywnie wpatrywał się w zeszyt, gryząc koniec pióra. Co chwilę coś pisał, skreślał i znów notował. Między brwiami pojawiła się charakterystyczna zmarszczka – skupienie. Tommy uśmiechnął się, przynajmniej pewne rzeczy nigdy się nie zmienią. Sam ponownie zagrał kilka dźwięków. Zastanawiał się, jak skrócić piosenkę. Prawdopodobnie dopiero tekst Adama mu w tym pomoże – zbyt długie utwory nie od dziś były jego specjalnością.

 

Siedzieli już parę godzin, intensywnie pracując. Rozmawiali, wymieniali się pomysłami, co jakiś czas szukali wzajemnej aprobaty dla nowych pomysłów. Tego wieczoru w umyśle Tommy’ego pojawiło się wiele melodii. Nie zapisał wszystkich. Z doświadczenia wiedział, że te właściwe trafią do notatnika. Kiedy nadchodził właściwy moment, przelewał nuty na papier.  Kierował nim instynkt artysty, na który składały się: nadzieja, że wybrał prawidłowo, połączona z zaufaniem do samego siebie. Te czynniki decydowały o tym, która piosenka ujrzy światło dzienne, a która nie.

Adam odchylił się, potarł obolałą szyję i jęknął głośno.

– Wszystko mnie boli, chyba się starzeję.

Tommy odłożył gitarę, wyciągnął rękę w stronę zeszytu Adama.

– Pokaż mi.

– Nie jest skończona – Lambert był zakłopotany. – Mam kiepski dzień.

– Daj mi to ocenić.

Czarnowłosy niechętnie podał ciemny notatnik.

– Ostatnia strona. Ale to tylko fragmenty.

Blondyn rzucił okiem na tekst, by zaraz potem wczytać się w niego dokładniej.

Jesteś we mnie,

Jak pajęcza nić,

Sięgająca samego dna, dna, dna mojej duszy.

Ułatwiasz mi wszystko,

Tak jak wcześniej nikt,

Jesteś spoiwem dla każdej z chwil,

Tej najpiękniejszej,

W mej przeszłości i teraźniejszości,

Łączysz je w całość.

Żałuję, że nie będę posiadał,

Tysiąca żyć,

Mógłbym z tobą dzielić któreś z nich,

Tysiąc żyć,

Żałuję, że nie będę miał,

Tysiąca żyć,

Być może byłbyś w jednym z nich

Jednym z nich. *1

– Słowa pasują do melodii – stwierdził gitarzysta, oddając zeszyt. –  Wprowadź kilka poprawek i masz nową piosenkę. Uda ci się.

– Chcę zmienić słowo „ułatwiasz” na jakieś inne, ale jeszcze nie wiem na jakie. „Dusza” też wydaje się zbyt oczywista, ale refren zostawię bez zmian.

Tommy pokiwał głową. Sam szczególnie polubił ten fragment.

– Napisałeś coś jeszcze? – Tommy zaskoczył Adama. Przyjaciel nigdy o nic nie pytał, zanim teksty nie były gotowe albo Lambert sam nie podsuwał mu ich do oceny.

– Mam mnóstwo małych skrawków, przypadkowe słowa, ale to nic konkretnego. Najgorsze jest to, że wiem, co chciałbym przelać na papier, ale mam wrażenie, że brak mi słów, by opisać te uczucia. Pamiętasz, gdy stworzyłem „Jawnie rozbity”?*2 Ta piosenka składała się z kilkunastu małych fragmentów, ale razem tworzyły idealną całość. Czułem, jakbym magiczne naprawiał roztrzaskany szklany wazon. Osobno kawałki nic nie znaczyły, ale całość była czystym pięknem. Chciałbym znów dać ludziom taką szczerą muzykę. Nie chcę pisać o bzdurach. Wypaliłem się. Ostatnio wszystko się sypie, ale… – ciemnowłosy nerwowo przygryzł wargę –  Jeśli chcesz, pokażę ci, co mam.

Blondyn zawahał się, jednak ostatecznie chwycił notatnik. Palce mężczyzn potarły się. Na szczęście dotyk Adama nie wywołał żadnych nadmiernych emocji. Przez ostatnie minuty wszystko znów wydawało się być takie, jak dawniej, dlatego Tommy cieszył się i nie miał zamiaru marnować takiego momentu.  Niech choć to pozostanie normalne  – ich mały, muzyczny, intymny świat.

Ratliff bardzo uważnie studiował strony z zanotowanymi utworami – każdą z osobna, choć zadanie nie było proste. Lambert czasem pisał drobnym drukiem, kreślił coś, potem znów mazał długopisem po tej samej części papieru. Słowa Adama okazały się prawdziwe. Po skończonej lekturze wiedział jedno – to były faktycznie kawałki piosenek, których nie dało się połączyć w żadną logiczną całość. Przynajmniej takie było pierwsze wrażenie. Żadnego motywu przewodniego, choćby jednego wspólnego pierwiastka.

Basista przygryzając policzki, spojrzał na Adama.

– Skończyłeś chociaż jedną?

– Tak sądzę. Minęły miesiące, powinienem zrobić coś więcej, ale zawsze, gdy już coś napiszę, stwierdzam, że jest to za mało osobiste. Każda nowa piosenka wydaje się być po prostu sztucznym tworem, który powstał na potrzeby biznesu  – ciemnowłosy jęknął, chowając twarz w dłonie. – Pierdolę. Tak łatwo było pracować, gdy nie czułem presji.

– Za dużo od siebie wymagasz, chcąc, by było to tak doskonałe.

– Tego właśnie pragnę. Podarować fanom idealną płytę. O niczym innym nie mogę myśleć, jak o tym, by im się spodobało, aby muzyka wywołała w nich uczucia, pomagała, zmieniała ich życie. Po prostu…

Tommy, nie zdając sobie sprawy, co zrobił, pocieszająco pogładził Adama po włosach.

– Poradzisz sobie. Oni cię kochają. Uda się, na pewno!

Mężczyzna nie odpowiedział, tylko oddychał głęboko.

– Mogę spróbować połączyć te fragmenty. Dla ciebie. Obiektywne spojrzenie może pomóc. A nuż znajdę w nich coś wspólnego? – zaproponował, nadal głaszcząc ciemne kosmyki Adama.

Lambert promieniał ciepłem, które doskonale wyczuwał. Zdjął wcześniej bluzę, więc nic nie dzieliło go od dotyku nagiej skóry przyjaciela. Z każdą chwilą uczucie słabych płomieni zdawało się przeradzać w szalejący, niszczycielski pożar, trawiący go zarówno od zewnątrz jak i wewnątrz. Fakt, że znów tak zareagował, nieco go rozdrażnił. Miał przecież być odporny. Jedynym wyjściem było cofnięcie dłoni na własne kolana. Miał nadzieję, że wokalista niczego nie zauważył.

Adam coś wymamrotał, ale zamyślony Tommy nie usłyszał.

– Słucham?

– Muszę się napić.

Był piątek. W zasadzie mogli gdzieś pojechać.

– Chcesz wyjść?

Adam uniósł głowę. Wyglądał, jakby wyrwał się z głębokiego snu. Z uśmiechem na ustach zapytał:

– Poszedłbyś ze mną?

Zrobię, cokolwiek zechcesz!

– Tak.

– Dobra. Ty wybierasz. Coś dla Vipów, a może  jakiś  mało znany bar dla homoseksualistów – co wolisz?

Tommy miał w planach coś zupełnie innego.

– Co myślisz o koncercie? Posłuchajmy zespołu, którego żaden z nas nie zna.

Twarz Adama rozjaśniła się. Pomysł przypadł mu do gustu. Wstał i zaczął przyglądać się Tommy’emu.

– Spodnie są okey, ale koszulkę musisz zmienić. Zostawiłeś coś u mnie?

– Nie sądzę –  basista potrząsnął głową.

Lambert zmarszczył brwi. Oboje doskonale wiedzieli, że wszystkie bluzki Adama będą za duże dla blondyna.

– Już wiem – rzucił czarnowłosy. – Mam coś dla ciebie, będzie idealne.

Mężczyzna zniknął w garderobie, przez dłuższy czas go nie było.

– Trzymaj, wyprałem to.

Tommy spojrzał na wokalistę spode łba.

– No dobra, mama to zrobiła.

Blondyn od razu poznał daną mu koszulkę. Purpurowy kolor i przezroczysta tkanina – na pewno nosił ją na „Fantasy Springs”.

– Ty ją masz? – zapytał. Był pewien, że została zgubiona.

Adam wyglądał na zakłopotanego.

– Tak… Miałem ci ją oddać, ale zapomniałem. Uwielbiam ją.

Tommy wyciągnął dłoń i złapał ubranie. Ściągając podkoszulkę, uświadomił sobie, że to dość niezręczna sytuacja, ale szybko zdecydował, że nie warto sobie psuć wieczoru przez takie drobiazgi.  Adam nie był jedyną osobą, której podobała się ta koszula. Sam bardzo ją lubił. Zapinając guziki, podszedł do lustra. Delikatna tkanina należała do miłych i przyjemnych w dotyku.

– Pożyczysz mi naszyjnik?

Piosenkarz pokiwał głową, idąc po biżuterię. Wszystkie dodatki miał w tej samej szafie, co ubrania. Ilość rzeczy, jaką posiadał, powodowała, że musiał przeznaczyć dodatkowy pokój na garderobę. Pomimo ogromnej ilości rzeczy, w pomieszczeniu panował idealny porządek. Wszytko na swoim miejscu, nic nie było rozwalone. To zaskakujące, bo przez całe życie Lambert starał się osiągnąć stabilność, na każdym gruncie życia. Nie zawsze mu się to udawało. Tommy pomyślał, że taka organizacja w szafie jest dość ujmująca, ale nie miał zamiaru powiedzieć tego na głos. Nie istniała możliwość, by użył słów „Adam” i „urocze” w jednym zdaniu. Wokalista wrócił, niosąc wisiorek.

Tommy stał gotowy, oglądając się w lustrze. Wyglądał dobrze, chociaż przytył trochę od czasu, gdy nosił  T-shirt po raz ostatni. Jego fryzura też trochę się zmieniła. Blond, który miał obecnie, był bardziej naturalny, a delikatne fale, spadające na policzek po nieogolonej stronie głowy, nadawały mu ten sam młodzieńczy i zadziorny wygląd.

Adam zajął miejsce tuż za nim, spoglądając w odbicie.

– Mogę?

Basista pokiwał głową. Doceniał, że Adam zapytał. Nigdy wcześniej tego nie robił, ale w ostatnich dniach zmieniło się przecież tak wiele. Oboje mieli świadomość, że muszą sobie wyznaczyć granice, aby przejść przez tę trudną sytuację. To miłe, że Lambert umiał dostosować się do nowych warunków.

Palce Adama dotknęły skóry na szyi Ratliffa, kiedy zapinał naszyjnik, choć starał się zrobić to najszybciej, jak tylko potrafił.

– Wyglądasz cudownie – wymruczał piosenkarz.

Być może tak było. Tommy, zanim poznał Adama, nigdy nie pomyślał o sobie w kategoriach ‚pociągający’ czy ‚dobrze wyglądający’. Sukces zawodowy, a przede wszystkim odwaga Adama w walce o większą tolerancję, wytrenowały w nim większą wiarę w siebie. Dzięki Lambertowi doceniał to, co posiadał.

– Ja idę się szykować, a ty poszukaj jakichś koncertów. Laptop jest pod łóżkiem.

Tommy wyciągnął go i zaczął przeglądać strony. Chciał, aby było to miejsce, gdzie nikt ich nie pozna. Coś nieznanego, ale wystarczająco dużego, by pomieścić z tysiąc osób, zapewniając im anonimowość w tłumie. W wyszukiwarce wpisał ‚koncerty LA’. Po pięciu minutach znalazł coś, co Adamowi niekoniecznie się spodoba, ale postanowił go przekonać. Myśląc o tym, uśmiechnął się łobuzersko.

– Gdzie idziemy?! – Adam krzyknął znienacka, podczas ubierania się. Wychylając się z garderoby, Tommy zauważył, że przyjaciel był już niemal gotowy. Ubrany w proste spodnie i koszulę nierzucające się w oczy, wybrał strój idealny. Blask i przepych, które lubił, dziś kompletnie by się nie sprawdziły. Tommy stwierdził, że sam przeholował, a naszyjnik jest jednak zbyteczny.

– Pojedziemy na koncert irlandzkiego zespołu punkowego.

Mina Adama – bezcenna. Blondyn wybuchł śmiechem, widząc zdziwienie na jego twarzy.

– Mówisz serio?

– Tak.

Lambert wzruszył ramionami.

– W takim razie zdejmij  biżuterię.

Tommy podszedł do wokalisty i oddał mu naszyjnik.

– Pożycz mi czarny cień do powiek.

Oboje szybko wykonali makijaż i poprawili włosy. Adam chwycił jeszcze skórzaną kurtkę. W końcu byli gotowi do wyjścia. Koncert zaczynał się o jedenastej, a i tak byli już spóźnieni.

Lambert zadzwonił do zaufanej firmy wynajmującej auta, prosząc o kierowcę oraz podstawienie samochodu, który nie będzie przyciągać zbytniej uwagi. Taki manewr często pozwalał poruszać się po mieście incognito. Gdy bardzo pragnął prywatności, potrafił poradzić sobie z nachalnymi papparazzi. Miał swoje sposoby, a to był jeden z nich.

 

Kiedy znaleźli się na miejscu, przeżyli swoisty szok. Wejście do klubu wyglądało niczym dziura w ścianie, ale skoro powiedzieli „A”, to trzeba było dodać też „B”.

Choć okolica wyglądała nieciekawie, ludzie jednak przybyli tam tłumnie. W końcu dotarli do środka, po przedostaniu się przez ściśnięte grupy osób, stojących zarówno w korytarzach jak i głównej sali. Zespół już zaczął grać. Część publiczności skakała przy scenie, śpiewając wraz z wrzeszczącym piosenkarzem – po prostu doskonale się bawiła. Oni jednak zdecydowali się iść prosto po piwo.

Tommy czuł się jak ryba w wodzie. Kiedyś grał przecież bardzo podobną muzykę. Jeszcze parę lat temu marzyłby o byciu w zespole takim jak Metallica. Chwilami tęsknił za mocniejszymi riffami na scenie. Być może to jeden z powodów, dla których wybrał ten koncert i zabrał tu Adama. Jego przeszłość i teraźniejszość stopiła się w jednym miejscu. Stał przy barze i wpatrywał się w wesoły tłum. Pod skórą  pulsowała potrzeba, by ruszyć naprzód i dołączyć do tych ludzi. Raz dwa skończył piwo i z nadzieją spojrzał na Adama. Pokiwał głową w kierunku sceny.

– Chodźmy tam –  poprosił.

Adam przytaknął. Chwilę zajęło im przeciśnięcie się bliżej. Z drugiej strony nadal byli w bezpieczniej odległości od najbardziej szalejących fanów. Tommy wiedział, jak szalone może być pogo przy takiej muzyce, choć stwierdził, że tym razem zespół wywoływał w ludziach raczej radosne podekscytowanie, aniżeli brutalne. Nie zmieniało to faktu, że można było zobaczyć tak typowe elementy jak: rzucanie się w tłum ze sceny, skakanie lub klaskanie w rytm melodii.

Sami wkrótce ulegli urokowi irlandzkich dźwięków i bawili się doskonale, skacząc oraz krzycząc wraz z muzykami i widownią. Tommy był przeszczęśliwy. Dawno nie czuł się tak wspaniale. Adam tuż obok, słuchając muzyki, z którą nigdy wcześniej nie miał do czynienia. Przyjaciel przyszedł tam wyłącznie dla niego. To było…

W którymś momencie Adam chwycił blondyna za łokieć i pociągnął go. Gdy wycofali się, Adam krzyknął:

– Muszę się napić.

Tommy zgodził się. Czuł obezwładniające pragnienie. Kilka minut zabawy, a wydawało mu się jakby był na pustyni od parunastu dni. Adam poprosił, aby zajął im miejsce, a sam udał się po alkohol. Basista znalazł mały okrągły stolik. Usiadł przy nim, nadal nierównomiernie oddychając. Czekając, przeczesał dłonią mokre włosy. Cała twarz i szyja kleiły się od potu. Na rękach też dało się dostrzec małe kropelki wody, jednak kompletnie się tym nie przejmował. Czuł się tak świetnie, że nie miał zamiaru zwracać na to uwagi. Przecież byli na koncercie, a nie w operze.

Po jakimś czasie dołączył Adam. Na drewnianym blacie postawił osiem kieliszków i dwa piwa. Tommy uniósł brwi, widząc taką ilość alkoholu.

– Trzeba było zacząć w domu – stwierdził blondyn. – Zaoszczędzilibyśmy czas, zanim staniesz się pijany.

– Nie chcesz się rozluźnić? – zapytał, siadając naprzeciw.

– Być może.

Każdy z shotów był inny. Tommy wybrał jeden i już miał go wypić, ale zobaczył, że Adam chciał coś powiedzieć.

– Co?

– Chwila – położył dłoń na kieliszek Tommy’ego  – Poczekaj na mnie.

Blondyn uśmiechnął się szeroko.

–  Sam tego chciałeś, pospiesz się  – stwierdził, po czym wyrwał napój spod dłoni przyjaciela i wypił go jednym chełstem. Adam nie zdążył nawet zareagować.  Tommy odłożył kieliszek i sięgnął po kolejny. Tym razem spojrzał na piosenkarza, w jego oczach dostrzegł błysk, a  na ustach pojawił się zadziorny uśmiech. Lambert złapał własny kieliszek i stuknął o szkło blondyna.

– Za szalone noce – ciemnowłosy wzniósł toast.

Gdy wypili już wszystko, siedzieli, spokojnie rozmawiając, ciesząc się chwilą, czekając na znajome odprężenie. Ratliff miał wrażenie, że był dokładnie tam, gdzie powinien. Nie zmieniłby nic w swoim życiu. Mężczyzna obok sprawiał, że basista marzył, aby ten wieczór, ta chwila trwały wiecznie.

Po dopiciu piwa, zdecydowali się wrócić na salę. Na scenie stało pełno kobiet. Każda fanka miała koszulkę z nadrukiem i logo zespołu. Wszystkie kołysały się w takt właśnie wykonywanej ballady miłosnej. To zupełnie inna atmosfera od tej znanej z koncertów Adama. Tu nikt nic nie nagrywał. Każdy był raczej skupiony na muzyce, zabawie, na tym, czego doświadczał. Oczywiście Tommy nie osądzał fanów Adama ani nie krytykował chęci posiadania pamiątek w postaci filmików, ale sam zupełnie inaczej pojmował muzykę. Jednocześnie starał się zrozumieć, czemu niektórzy tak chętnie nagrywali video na ich występach. Adam był bardzo magnetyczny, twórczy i nieprzewidywalny, a każdy z jego koncertów to show warte uwiecznienia. Tam wizja i fonia były równowartościowe, natomiast tu liczył się tylko dźwięk.

Reszta nocy minęła im w mgnieniu oka. Tommy stał się kompletnie oderwany od rzeczywistości, przez moment żył  wyłącznie emocjami pożyczonymi od ludzi dookoła. Nie widział i nie słyszał – skupiony był na granych piosenkach. Wychodząc z baru, opierał się o Adama, który poprowadził ich do auta. Ciemnowłosy pomógł mu wsiąść do tyłu, a zaraz potem zajął miejsce obok.

Był tak blisko.

Basista oparł głowę na ramieniu Lamberta. Egzystując w półśnie, pragnął, aby ta noc trwała trochę dłużej. Piosenkarz coś mówił, ale blondyn nie słuchał. Głęboki, ciepły, zmysłowy głos był wystarczającym ukojeniem.

Gdy auto zatrzymało się, mężczyzna został wyrwany z letargu. Uśmiechnął się, kiedy zrozumiał, że jednak zasnął. Adam pomógł mu wyjść z samochodu.  Dość powolnym i mało stabilnym chodem dotarli do drzwi frontowych.

– Klucz – powiedział Adam, trzymając się Tommy’ego. – Pomóż mi, gdzieś je mam, ale nie mogę sięgnąć.

Tommy poszperał w kieszeni ciemnowłosego, ale znalazł tylko portfel i telefon.

– Tu nie ma. Szukaj dalej – stwierdził blondyn.

Adam sprawdził w kurtce, lecz nadal nie znalazł zguby.

– Dupa, też nie ma – wymruczał sfrustrowany.

Blondyn uwolnił się z ramion przyjaciela i pchnął go na drzwi. Poprosił, by ten się nie ruszał. Niestety, Adam zaczął się kołysać i osuwać po drewnianej powierzchni. W ostatniej chwili Tommy złapał kurtkę wokalisty, próbując zapobiec upadkowi. Nie służył dużą pomocą, kiedy sam posiadał sporą ilość procentów w organiźmie. Wydawało się, że ciało Lamberta waży dużo więcej niż w rzeczywistości, gdy jest bezwładne. Basista musiał użyć całej swojej siły i oprzeć się na Adamie, by utrzymać ich w pionowej pozycji. Przyciskając się wzajemnie do drzwi, chciał powiedzieć „Stój w miejscu”, ale jego zmysły nie współpracowały z mózgiem i wydobył z siebie jedynie:

– Pozostań.

– Będę – odpowiedział Adam, zamykając oczy. – Okey, stoję. –  Na chwilę wyższy mężczyzna zapomniał o kluczach.

Tommy cofnął się trochę i ponownie włożył dłoń w kieszeń dżinsów czarnowłosego. Wreszcie wyczuł przeklęty klucz. Próbował wyciągnąć breloczek, ale nie udało mu się.

– Wyjmij je – rozkazał przyjacielowi, ale do Adama nie za wiele docierało, więc nie usłyszał, co powiedział Ratliff.

Kolejny raz wsunął rękę w spodnie i impulsywnie przesunął dłonią wewnątrz. Na reakcję Adama nie musiał długo czekać. Mężczyzna zadrżał, chichocąc. Został pobudzony.

– Masz je w kieszeni. Pomóż mi wyciągnąć  – Tommy jedną z dłoni nadal trzymał w spodniach, a drugą na ramieniu Adama, pomagając mu utrzymać równowagę.

Piosenkarz wcisnął swoją dłoń tuż koło Tommy’ego, delikatnie odepchnął rękę Ratliffa i w końcu wyciągnął głupie klucze. Niestety, zaraz potem upuścił je na ziemię.

– Ja pierdolę – wymruczał. Chciał ukucnąć, ale Tommy mu nie pozwolił.

– Ja to zrobię – wyszeptał blondyn i uklęknął.

W ciemności nie widział za dużo, więc po prostu macał ziemię centymetr po centymetrze. W całym swoim życiu nie miał takich problemów jak dziś. Wejście do domu Adama graniczyło z cudem. Sytuacja sprawiła, że stał się poirytowany, niespokojny.

Po jakimś czasie odnalazł zgubę. Uniósł dłoń w triumfalnym geście, trzymając w niej brelok. Spojrzał w górę, prosto w oczy Adama i zamarł, gdy zrozumiał, jak niezręcznie to wyglądało. Mężczyzna milczał. Po sekundzie niezdecydowanie i delikatnie złapał w dłonie włosy blondyna. Dotyk był czuły. Tommy zamknął oczy. Nie miał siły, by walczyć, nie chciał wstać, nie pragnął tego przerywać, choć wiedział, że powinien. Pewnie to alkohol! Tak, ta wymówka mu wystarczyła. Adam coś wyszeptał. Blondyn nie usłyszał dokładnie, ale na pewno mówił o nich.

– Żałuję, że nie wiedziałem wcześniej – Po raz pierwszy Adam mówił o sobie, o własnych potrzebach. Do tamtej pory zawsze brał pod uwagę tylko punkt widzenia Tommy’ego.

Te słowa doszczętnie ogłupiły basistę, który po prostu przytulił się do ud Adama. Kompletnie bezradny opierał czoło na dżinsach wokalisty. Mała odległość, zaledwie paru centymetrów, dzieliła jego usta od członka Adama. Doskonale zdawał sobie sprawę, jak wielką pomyłkę popełniał. Nie wolno mu, ponieważ jutro wszystko stanie się jeszcze gorsze. Choć chciał, nie mógł nic na to poradzić  – Adam był dla niego całym światem.

– Chodź… – zaczął ciemnowłosy, ale nie dokończył zdania. Po chwili dodał –  Do środka Tommy.

Ratliff, wstając, podniósł rękę i podał Adamowi klucze. Opierali się o siebie podczas próby otwarcia drzwi.

– Pierdolę, chcę kartę magnetyczną, a nie to cholerstwo. Nie mogę wcelować.

Tommy nic nie odpowiedział, tylko czekał, aż wejdą do domu. Zajęty był rozmyślaniem o tym, o czym nie powinien. Przed oczyma miał same nieprzyzwoite obrazy z wokalistą w roli głównej. W tamtej chwili wiedział doskonale, że to, co udało im się wcześniej osiągnąć –swoisty kompromis – poszło w diabli. Nigdy nie powrócą do dawnego życia, nie potrafił się z tym pogodzić, ale zdawał sobie sprawę, że nie może nic z tym zrobić. Był bezsilny.

W końcu dostali się do środka. Podtrzymywali się wzajemnie, próbując utrzymać pionową postawę.

Tommy niezgrabnie ściągnął  buty, to samo chciał zrobić z kurtką, do której moment wcześniej przykleił się Adam.

– Puść mnie – jego głos był ostry, choć po sekundzie dodał już spokojniej – Mogę sam stać.

Lambert nie posłuchał, postąpił wręcz przeciwnie, popychając blondyna w stronę komody. Czarnowłosy całym ciężarem przycisnął Tommy’ego do mebla, po czym złapał jego dłonie, mocno trzymając je tuż za plecami blondyna, tym samym ograniczając jakikolwiek ruch. Ich kolana złączyły się. Wokalista nie zrobił tego specjalnie. Tommy, choć mocno podpity, rozumiał, że to tylko przypadek. Niestety, ta wiedza nie pomagała w opanowaniu. Dotyk Adama był taki przyjemny. Zawstydzony swoim zachowaniem, schylił głowę i próbował wydostać się z uścisku przyjaciela. W efekcie szarpaniny odchylił się, a jego biodra otarły się o nogi Adama. Wpadł z deszczu pod rynnę. Chwilę później wydarzyło się coś, czego Ratliff nie oczekiwał. Ciemnowłosy mężczyzna przysunął się bliżej i wsunął kolano między uda Tommy’ego, który głośno złapał powietrze. Adam na pewno to usłyszał. Blondyn był przestraszony. Stał jak sparaliżowany, zapominając o tym, jak oddychać. Miał wrażenie, że zaraz się rozsypie na tysiące kawałeczków, niczym przypadkowo rozbity, kryształowy wazon.

– Shhhyyyyyy… – wymruczał Adam, jednak wciąż się nie odsunął.

Jego usta znajdowały się tuż przy uchu blondyna. Zaczął poruszać nogą, ocierając się o ciało Tommy’ego, który stał niczym kukiełka, łapiąc powietrze przez otwarte usta. Jego oczy były zamknięte, miał wrażenie, że jedynym funkcjonującym zmysłem, był dotyk. Nic więcej się nie liczyło. Nie walczył, nie próbował nic zmienić. Brał wszystko, co dostawał. Kiedy gorące i silne udo Adama nacisnęło mocniej na jego męskość, Tommy nie wytrzymał i jęknął. Chciał uwolnić ręce, aby móc chwycić się Adama. Jednak ten mu na to nie pozwolił. Jego ciało pragnęło intensywniejszego dotyku, dlatego rozstawił szeroko nogi, a jedną z nich owinął wokół pośladków wokalisty. Zbliżenie nie trwało długo. Adam doprowadził blondyna do orgazmu, przez tak prostą czynność jak wsunięcie kolana między uda, zbliżenie ust do szyi i ucha Tommy’ego oraz trzymanie jego rąk w uwięzieniu. A wszystko to wydarzyło się w ciemnym, spokojnym korytarzu. Ratliff nie mógł się opanować – trząsł się jak osika. Był taki żałosny. Nieważne, czy pijany czy też nie – w tamtej chwili cały świat runął mu w gruzach. Adam całował go w czoło, przytulał i nie chciał wypuścić z ramion. Nie cofnął się, nawet, gdy ekstaza minęła.

Tommy, gdy powrócił do rzeczywistości, poczuł ogromną złość. Nigdy w życiu nie zawiódł się na nikim tak, jak na Adamie w tamtej chwili. Miał ochotę go uderzyć. Został zdradzony.

Cały czas drżał, aż w końcu rzucił lodowatym tonem:

– Pierdol się.

Adam nie ruszył się nawet o milimetr.

– Błagam, to nie było to, co myślisz –  oświadczył cichym, ale dość spokojnym głosem, w którym pobrzmiewała desperacja. Wydawało się, że mężczyzna był szczery.

Tommy miał zupełnie inne zdanie.

– Nie wiem, o czym myślałeś, ale wszystko schrzaniłeś.

– Proszę cię, to nie… – Lambert wydawał się majaczyć całkiem bez sensu.

– Puść mnie, nie jestem twoją pieprzoną zabawką, którą możesz bawić się, kiedy masz na to ochotę.

Adam zrobił krok w tył, ale nadal blokował mu drogę. Wydawał się bardzo urażony, tym co usłyszał.

–  Ja nie… Nie zrobiłem tego… Uwierz mi, nigdy bym cię umyślnie nie skrzywdził.

– To czemu to zrobiłeś? – spytał blondyn, choć wcale nie miał ochoty rozmawiać, jednak przeżyli razem tak wiele, znał Adama i wiedział, że ten nie zraniłby nikogo celowo, nawet muchy.

–  O co ci chodziło? Mów, daj mi jakieś dobre wytłumaczenie, postaraj się! Inaczej odejdę właśnie teraz i już nigdy nie wrócę.

W oczach Adama pojawił się strach i smutek.

– Nie wiem dlaczego. Nie chciałem tego zrobić. Nic nie zaplanowałem. Znasz mnie, nigdy wcześniej tak nie postąpiłem, nie z rozmysłem. Nie jestem taki. Boże, Tommy, co mam ci powiedzieć? Jestem tak zdezorientowany. To, co mi powiedziałeś, spadło na mnie niczym jakaś bomba. Nie radzę sobie z tym. Od początku zależało mi na tobie. Ufam ci, kocham cię, fascynujesz mnie, ale nigdy nie dopuściłem do siebie myśli, że mogłoby być między nami coś więcej niż przyjaźń. Nawet wtedy, gdy byłem w tobie zakochany, nawet wtedy wiedziałem, że muszę to przezwyciężyć. O matko! To mnie przerasta… Nie mogę… – Adam wreszcie puścił dłonie Tommy’ego. – Tak mi przykro, nic co zrob… Przepraszam.

Tommy z całej tej wypowiedzi, zapamiętał tylko jedną część – był w nim kiedyś zakochany. A jednak głupie myśli, że wszystko mogłoby skończyć się inaczej, gdyby wcześniej zrozumiał, co czuje, stały się prawdą. Życie jest pojebane. Pierdolona ironia losu.

Nadal był zły, ale wiedział, że ucieczka nic nie da.

– Powiedz mi, czemu dziś?

Adam wydawał się całkowicie zagubiony.

– Nie wiem, to był moment. Ty klękający przede mną… Wszystko wydaje się zupełnie inne, kiedy jesteś pod wpływem alkoholu.

– To coś oznacza? – i choć Tommy nie chciał usłyszeć odpowiedzi, gdyż doskonale ją znał, zadał to pytanie. Nie znaczyło nic, bo zawsze, gdy czegoś pragniemy w przeszłości, gdzieś tam, na dnie serca, pojawia się uczucie zawodu i chęć powrotu, ale najczęściej to tylko chwilowa słabość. Adam spotykał się z Saulim przez miesiące. Ich związek był poważny, a mężczyzna wydawał się doskonałym partnerem dla Lamberta.

Opuszczając głowę, Tommy dodał. – Wiesz co, lepiej nie odpowiadaj.

– Przepraszam cię, jestem dupkiem, ale błagam nie nienawidź mnie. Wybacz mi kiedyś. Proszę.

Blondyn spojrzał na Adama.

– Nie potrafię cię nienawidzić, ale… Teraz… Nigdy więcej nie zbliżaj się do mnie w ten sposób, jeśli chcesz, bym pozostał w twoim życiu. Po prostu już tak nie rób! – Tommy zdawał sobie sprawę, że te słowa nie były konieczne. Miał nadzieję, a w zasadzie pewność, że Adam nie zrobi tego już nigdy w życiu. Lambert za bardzo kochał ludzi, w tym Sauli’ego; nie pozwoliłby sobie na to, by znów kogoś zranić – nawet nieumyślnie.

Ratliff, nie czekając na odpowiedź, skierował się w stronę łazienki.

– Muszę wziąć prysznic. Dasz mi jakiś ręcznik?

Piosenkarz westchnął, wyglądał mizernie, jakby ktoś wyrwał mu serce z klatki piersiowej. Tommy czuł się dokładnie tak samo.

Będąc sam w pomieszczeniu, blondyn rozebrał się. Nienawidził się za to, że był taki słaby – teraz, ale i we wcześniej podjętych decyzjach. Rozmowę z Adamem należało odbyć paręnaście miesięcy wcześniej. Zrozumieć siebie, własne pragnienia. W tej chwili nie było już odwrotu. Ich życie nigdy nie będzie już takie samo. Stracili to na zawsze. Rozmyślanie przerwało uderzenie w drzwi. Ciche, ale nadal słyszalne.

– W pokoju zostawiam ci czyste ubrania. Tylko…  Mam nadzieję, że wszystko z tobą dobrze. Proszę. Niech tak będzie.

Słysząc głos Adama, Tommy zacisnął dłonie w pięści. Odrobina dumy, która w nim pozostała, nakazała wyjść z łazienki. Gdy w końcu dotarł do sypialni, Lamberta nie było już w pokoju. Na łóżku leżały ciuchy. Wziął je pod pachę i ponownie wszedł do drugiego pomieszczenia, aby wziąć gorący prysznic. Zanim odkręcił wodę i wszedł pod natrysk, upewnił się, że zamknął drzwi na klucz.

Umył się szybko, wysuszył mokre ciało i nałożył bokserki oraz koszulkę, co najmniej o rozmiar za duże. Próbował wypchnąć z umysłu fakt, że rzeczy należały do Adama. Nawet takie drobnostki wydawały się  teraz istotne. To była jakaś masakra. Swoje ciuchy w tamtej chwili najchętniej by spalił, ale za bardzo lubił te czarne dżinsy lub koszulkę, która zaledwie parę godzin wcześniej została mu zwrócona. Pozostało tylko wrzucić je do kosza z brudami.

Wreszcie wrócił do pokoju.

Próbował przestać myśleć, choć ostatnio w jego popieprzonym życiu nie robił nic innego. Zanim zdążył narzucić na siebie kołdrę, usłyszał ponownie pukanie. Adam cierpliwie poczekał na odpowiedź. Mężczyzna także ubrany był w strój do snu, na twarzy nie zostało ani odrobiny makijażu. Oczy pozbawione ochrony takiej jak cienie czy tusz, pokazywały jego zmęczenie. Jednakże w źrenicach dało się uwiecznić coś jeszcze – wyrzuty sumienia.

Tommy nie chciał wysłuchiwać kolejnych przeprosin. To i tak nic kurwa nie zmieni. Czasu nie da się cofnąć. Nie poczuje się lepiej od paru słów.

– Chciałem sprawdzić, jak sobie radzisz – stwierdził Adam.

Był szczerze zaniepokojony, ale Ratliff nie potrzebował więcej litości.

– A w ogóle sobie radzę? –  spytał chamsko. Przez sekundę chciał być samolubnym gnojkiem.

Adam poczuł się zaskoczony nagłym wybuchem u przyjaciela.

– Nie rozumiem. Jesteś zły, ale nie chcesz przeprosin. To jak mam to naprawić? – zapytał spokojnie.

Nadeszła pora, by ująć wszystko w sedno: jasno i na temat.

– Czego chcę… Po pierwsze – przestań! Nie pragnę nic od ciebie. Poza tym, co możesz zaoferować mi jako przyjaciel. Po drugie – bądź sobą! Nie próbuj się zmienić! Jeśli zrobisz coś na siłę, tylko wszystko schrzanisz.

Adam odetchnął głęboko, z jego ust wydobył się dziwny dźwięk – coś podobnego do łapanego zachłannie powietrza przez tonącą osobę.

Dla Tommy’ego był to znak. Jasna cholera, Lambert zazwyczaj tak nie postępował, ale tym razem, zrobił to, bo chciał uszczęśliwić bliską osobę. Na siłę. Nie posłuchał prośby Tommy’ego. Złamał dane słowo. Próbował choć przez parę chwil dać coś, czego tak naprawdę nie mógł zaoferować. Nie widział, że to prowadziło ich przyjaźń do kompletnej zagłady.

– Po prostu nie rób tego. Nie możesz.

– Chcę byś dostał wszystko, na co zasługujesz, to, czego pragniesz.

Tommy potrząsnął głową.

– Jesteś naprawdę głupi, jeśli myślisz, że w ten sposób byś mnie uszczęśliwił. Skończ to. Nie pozwolę ci.

Adam, w reakcji na słowa blondyna, uderzył z całej siły w ścianę, rozwalając swoją dłoń.

– Ja pierdolę.

W pewnym sensie Ratliff poczuł ulgę. Zobaczył, że ta sytuacja dla Lamberta była równie ciężka. I choć ten tok rozumowania nie miał najmniejszego sensu, to trochę ułatwił podjęcie decyzji. Po prostu najgorsza prawda była lepsza, od najmniejszej odrobiny fałszu.

– Czasami nie można mieć wszystkiego, czego się pragnie. Takie jest życie, zrozum to. Nie możesz być z nim, jeśli chcesz mnie uszczęśliwić, więc przyjmij do wiadomości, że nic na to nie poradzisz. Nie szukaj rozwiązania, bo go nie zdobędziesz.

Adam odwrócił się i spojrzał na niego. Wyglądał trochę jak rozzłoszczone dziecko, któremu czegoś się zabrania, choć to dla jego własnego dobra, lecz ono i tak jest złe, nie przyjmując żadnych argumentów.

– Dlaczego musiałeś zakochać się akurat we mnie i to właśnie teraz?

Choć słowa okropnie raniły, Tommy odparł:

– Miłość nie wybiera.

– Wiem o tym –  syknął, nieco rozjuszony. – Nie chodzi o ciebie. Mam na myśli mnie. Zasługujesz na kogoś lepszego.

Tommy otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale nie dał rady. To, co usłyszał, kompletnie go zaskoczyło. Czasami był w stanie zrozumieć ciemnowłosego jak nikt inny, znał go doskonale, ale bywały takie chwile, a to jedna z nich, że nie miał pojęcia, co siedzi w głowie Adama. Był kompletnie zagubiony.

– Idź spać, porozmawiamy jutro.

Lambert nie ruszył się jednak, wpatrując się w blond mężczyznę siedzącego na łóżku. I choć to nie problem, że ciemnowłosy przyjaciel stał w bezruchu i nie spuszczał go z oka,  bo gorzej już przecież być nie mogło, to Tommy po prostu chciał, aby Adam już wyszedł z pokoju. Wtedy być może mógłby zemdleć i dzięki temu zapomnieć o wszystkim. Przynajmniej na krótki czas.

– Dobranoc –  w końcu Lambert cofnął się na korytarz i zamknął za sobą drzwi.

Tommy odetchnął z ulgą. Nareszcie sam.

Ta miłość mnie wykończy.

 

 

 

*1 własne tłumaczenie tekstu – dużo interpretowałam po swojemu, Moodwriter napisała sama tę piosenkę, ciężko było mi dokładnie ująć, o co jej chodziło, dlatego przetłumaczyłam tak jak ja ją zrozumiałam. Pozwoliłam sobie na pewne odstępstwa od oryginału, ponieważ wydawało mi się, że są one konieczne, dla lepszego brzmienia w języku polskim.

*2 Chodzi tu oczywiście o piosenkę Adama „Broken open”. Wszędzie można znaleźć inne tłumaczenie tego tytułu, ale ja uważam, że ta wersja jest też poprawna.

Tłumaczenie – PRAWDA UKRYTA W GŁĘBI MNIE – Odcinek 3.

  • Agnes May– dziękuje ślicznie za komentarz, cieszę się, że moja praca ci się podoba i tłumaczenie nie brzmi jak angielska kalka. Mam nadzieje, że dalsze odcinki również przypdną ci do gustu, zarówno „Prawdy…” jak i „Procesu…”.
  • Serenity – masz rację, żeby coś robić to przede wszystkim nam musi to sprawiać radość, a jeśli dodatkowo dopingują nas czytelnicy to już w mojej opinii lepiej być nie może. Oczywiście w wolnej chwili, choć im bardzo brak, wpadnę do ciebie na blog i poczytam, póki co dodaję twój blog
    http://zyciowopokrecona.blog.onet.pl/
    do kategorii podobne blogi. Na te co ja tłumaczę doczekasz się, natomiast na Chained to you też się doczekasz bo Unda wznowiła tłumaczenie i kontynuuje pracę Lori na nowym blogu, odnośnik jest u mnie w linkach. Ps. oszczędź paznokcie – już nie długo.
  • Kitty – cóż ja mogę ci kochana odpisać. Nawet nie wiesz jak bardzo cieszę się z twojego wsparcia i każdego komentarza. Jesteś jedną z nielicznych osób, która regularnie pisze. Ślicznie dziękuje takie wsparcie ogromnie pomaga w chwilach kryzysu, a one się niestety pojawiają. I proszę pisz co chcesz – byle sprawiało ci to radość. Pozdrawiam cieplutko
  • rybka79 – to znaczy, że poprawki spełniły swoją rolę. Dzięki za dobre słowa.
  • Anonim – to miło, że czytasz.

Zgodnie z wolą osób, które się wypowiedziały, 4. część „Procesu…” dodam w całości. Jestem już bliżej niż dalej. Choć muszę wam wyznać jedno, ten odcinek przyczynił się do tego, że stwierdziłam już parę razy, że porwałam się z motyką na słońce. I choć miałam ochotę się podać, to wiem, że czekacie na to tłumaczenie i dlatego przekładam dalej. Mam nadzieje, że nie zawiodę was i uda mi się przekazać te emocje w naszym języku ojczystym, ale teraz już cicho sza… Prezent niech zostanie prezentem.

Dziś dodaję na przetrwanie kolejną poprawioną część „ Prawdy…” by choć trochę wam wynagrodzić czekanie.

Veddel

PS. Miałam coś jeszcze dopisać, ale już nie pamiętam.

PS2. Miłej soboty życzę.

——————————

Odcinek 3.

 

Adam przejechał dłonią po włosach Tommy’ego, poprowadził ją wzdłuż policzka, aż dotarł do szyi.  Na tym nie skończył. Skierował rękę w dół, aż do pośladków blondyna, dając mu po chwili klapsa. Westchnął przy tym do mikrofonu zadowolonym tonem „Uhu, tak!”. Basista odruchowo chciał zbliżyć się do ciemnowłosego, lecz bał się stracić równowagę, dlatego ograniczył się tylko do przesłania buziaka w powietrzu, przypieczętowanego lubieżnym mrugnięciem.

 

–;–;–;–;–

 

Tommy sądził, że ilość leków, jaką sobie zaaplikował przed pokazem była wystarczającą dawką, aby mógł bez problemu zagrać dwugodzinny koncert. Niestety, mylił się. Kryzys nadszedł w połowie, „Whole Lotta Love”. Grając na środku sceny, tuż koło Adama, poczuł pierwsze fale nudności w żołądku, a zimny pot oblał mu skronie. Robił dobrą minę do złej gry i starał się nie wypuścić basu z rąk, trzymając go w mocnym uścisku, a w międzyczasie kierował się powoli w stronę schodków, poszukując jakiegoś oparcia. Mając podest za  plecami próbował skoncentrować się na grze. Powoli oddychał i przypominał sobie w myślach chwyty gitarowe, jakie miał zaraz zagrać.  Twardo udawał, że wszystko było w porządku, przekonywał sam siebie, że da radę zagrać bez problemu do końca, ale jednocześnie marzył już o wyjściu na świeże powietrze i oddaleniu się od tych cholernie gorących świateł scenicznych. Kolejny raz powtórzył rytuał gry w głowie „do środka i na zewnątrz, do środka i na zewnątrz”. W którejś chwili usłyszał krzyk Adama żegnającego się z publicznością. Usiłował zdjąć swój bas, mocował się z tym przez pewien czas, kołysząc się na osłabionych nogach. W końcu osiągnął cel, po czym udał się chwiejnym krokiem, za kulisy i podał instrument technikowi czekającemu z boku sceny. Szum  w uszach był nie do zniesienia, podłoga zaczynała falować, przez co Tommy nie mógł utrzymać już i tak kiepskiej równowagi. Czując pod stopami coś twardego, potknął się i choć próbował złapać się czegoś w zasięgu ręki i utrzymać pionową postawę, to w rezultacie runął  bezwładnie na ziemię. Po chwili zapanowała ciemność.

 

Tommy zmrużył oczy, rozglądając się dokoła. Nie minęło chyba więcej niż parę sekund, odkąd zemdlał. Nad nim klęczał przerażony Adam potrząsając jego ramieniem i wrzeszcząc do kogoś o pomoc. Jego oczy były rozszerzone, całkowicie skupione na twarzy blondyna.  Basista poczuł jak przyjaciel gładził go po policzku i ramieniu. Kojący dotyk był zupełnym przeciwieństwem drżących oddechów wypuszczanych z ust piosenkarza.

– Tommy?

Blondyn usłyszał swoje imię, próbował odpowiedzieć, że wszystko jest już w porządku. Nie chciał, aby Adam się niepokoił, ale był tak osłabiony, że jedyne, na co znalazł siłę to oddychanie i pozostanie w świadomości. Skierował wzrok w stronę czarnowłosego chłopaka, próbował z całych sił przekazać mu informację, bez wypowiadania słów „Jestem przytomny, wszystko jest dobrze, już w porządku!”

– Wszystko będzie dobrze, Tommy – Basista usłyszał cichy i spokojny głos, choć w rzeczywistości jego posiadacz, nie był wcale opanowany. Adam wyjął nagłośnienie z uszu, powtarzając też tę czynność u chłopaka leżącego na ziemi. Tommy poczuł jak jego koszula została odpięta, dzięki czemu zdecydowanie łatwiej mu się oddychało.

– Zadzwoniliśmy po lekarza. Wszystko będzie dobrze, tylko pozostań ze mną, będzie dobrze!

– Ktoś będzie tu za kilka minut – stwierdził Monte ukazując się za Adamem. Klęknął obok piosenkarza. Tommy spojrzał na brodatego przyjaciela i z łatwością potrafił już sobie wyobrazić jak wyglądał, gdy jego dzieci były chore lub skaleczyły się w kolano. – Jezus, chłopie –  wymruczał Pittman.

– Przepraszam – wyszeptał Tommy. Obie nachylone nad nim osoby bez problemu go usłyszały, czego oznaką było surowe spojrzenie Monte i dłoń Adama lekko zaciskająca się na jego ramieniu.

– Powinienem był zaufać mojemu pieprzonemu instynktowi – usłyszał Lamberta. – Wiedziałem, że nie czułeś się na tyle dobrze by grać.

– Pomóż mi – gdzieś z tyłu głowy blondyna słychać było głos Monte. – Przenieśmy go do garderoby na tapczan.

–  Okey. Masz rację.

Tommy poczuł dłonie na swoim ciele, które uniosły go do góry. Wszystko zaczęło znów  wirować  i rozpływać mu przed oczyma, dlatego zdecydował się je zamknąć.

Jęknął, a zaraz potem usłyszał Monte pytającego. – Trzymasz go?

– Tak – odpowiedział Adam.

To były ostatnie słowa, które blondyn podsłuchał, bo zaraz potem ponownie stracił przytomność.

 

–;–;–;–;–

 

Tommy, po przebudzeniu, leżał na łóżku w ciemnym pomieszczeniu. To był szpital, uświadomił sobie nawet, zanim zauważył igłę w ręce. Przesuwając się powoli wciągnął powietrze do płuc, czuł się zdecydowanie lepiej niż wcześniej.

– Witamy ponownie wśród żywych – usłyszał ironiczny głos obok łóżka.

Tommy odwrócił głowę w tym kierunku.

Na fotelu siedział skulony brat Adama z gazetą leżącą na jego udach, patrzył na Tommy’ego z spod uniesionych brwi.

– Zafundowałeś nam szokujący finał koncertu! –  stwierdził Neil.

Tommy wpatrywał się w niego, nie umiał zdecydować, jakie pytanie powinien zadać najpierw. Mężczyzna obok parsknął litościwym śmiechem. Złożył gazetę i odłożył ją na podłogę. W następnej minucie odparł, wybawiając tym blondyna od samodzielnego rozstrzygnięcia dylematu:

– Zemdlałeś tuż po koncercie ubiegłej nocy, wezwaliśmy pogotowie i zostałeś przywieziony tutaj. Jesteśmy w szpitalu – wyjaśnił. – Zaraz po przyjeździe zbadał cię lekarz. Nie wiem, czy pamiętasz cokolwiek, wydaje mi się, że nie za bardzo.

Neil miał rację, Tommy miał w głowie kompletną pustkę, dlatego przytaknął.

– W porządku, zacznijmy od początku. Pani doktor powiedziała mi, że masz łagodny przypadek zapalenia płuc, które nie było by tak niebezpieczne, o ile bardziej byś zadbał o siebie. – Uniósł brew, po czym kontynuował. – Zemdlałeś, ponieważ byłeś odwodniony, dlatego masz podłączoną kroplówkę. Dodatkowo zapisała ci jakieś antybiotyki. Podobno dojdziesz do siebie w ciągu kilku dni, jednak wolała zatrzymać cię na dzisiejszą noc by wyrównać poziom płynów w organizmie i upewnić się, że to nic bardziej poważnego.

Po chwili milczenia Ratliff usłyszał:

– Myślę, że to wszystko, chyba?

– Okey – odpowiedział Tommy. – To nie brzmi nawet tak źle. Która godzina?

– Prawie siódma – poinformował Neil, ziewając. – Inni musieli opuścić szpital, ponieważ gdyby zostali jeszcze trochę, nie było by szansy na dotarcie do kolejnego miasta na czas. Wiesz gdzie zaplanowany jest następny koncert?

– Rockford, ale nie jestem pewien – Tommy wyrzucił z siebie słowa i również ziewnął. – Chwilka, czy byłeś tu cały czas ze mną?

Neil wzruszył ramionami.

– Och… Facet… – blondyn usiadł i wziął głęboki oddech. Serio było z nim już o niebo lepiej, niż paręnaście godzin temu. – Nie musiałeś.

– Tak, co ty nie powiesz! Mój braciszek miał inne zdanie – brunet uśmiechnął się, choć nadal spoglądał na Tommy’ego stanowczo surowym wzrokiem.

– Czy wiesz, że śmiertelnie przestraszyłeś Adama ubiegłej nocy?

Tommy miał wyrzuty sumienia na wspomnienie białej jak kreda twarzy Lamberta i jego przerażonych oczu.

– Wiem – wymamrotał.

– Nie tylko Adam się wystraszył, my wszyscy również. Wyglądałeś naprawdę marnie! Tak czy owak – Neil ściszył głos – musiałem mu obiecać, że będę z tobą. Miałem do wyboru, albo zostaję, albo mogę pożegnać się z pracą.

– Tak, właśnie tak myślałem, że musiał być jakiś dodatkowy powód, twojej nadmiernej troski o mnie.  – Ratliff szeroko się uśmiechnął i stwierdził, chcąc podpuścić Neila

Brunet przewrócił oczyma, ale też cicho zachichotał. Wyciągnął nogi i przeciągnął się z jękiem.

– Adam ma wysłać kogoś po nas około dziesiątej, o ile będziesz w stanie podróżować.

Tommy pokiwał głową. – Myślę, że to nie będzie żaden problem.

 

Lekarka była podobnego zdania co Tommy, jednak zaopatrzyła mężczyznę w całą torbę antybiotyków i witamin. Posyłając mu zimne spojrzenie upomniała go, aby bardziej o siebie dbał. – Woda, panie Ratliff. Proszę pamiętać jest dla nas niezbędna, minimum dwa litry dziennie od dziś przez najbliższe tygodnie, w innym wypadku obiecuję, że skończy pan w innym szpitalu z dużo gorszych powodów niż teraz.

Tommy przytaknął, czując się jak jakiś dzieciak, który dostał ochrzan za nic. Próbował być poważny, ale chichot Neila dobiegający z końca pokoju nie pomagał mu skupić się na zadaniu.

 

–;–;–;–;–

 

Do Rockford dotarli w połowie koncertu Adama. Neil zostawił Tommy’ego udając się na stanowisko za kulisami, by wykonywać pracę jak przy każdym koncercie.

Blondyn podczas spaceru w stronę busów odczuwał wyraźnie zmęczenie. W środku łyknął garść leków, po czym wgramolił się na koję, jęknął cicho.

Psia krew, dobijająca choroba, podsumował w myślach. W normalnych okolicznościach właśnie byłby na scenie, grałby i bawiłby się świetnie. Siedzenie samemu nie było fajne, głównie, dlatego, że zmęczenie nie pozwalało robić nic innego jak leżeć w łóżku, ale z drugiej strony wcześniej przespane godziny snu w szpitalu utrudniały też ponowne zaśnięcie.

Znudzony wyjął telefon i wykręcił numer do mamy. Kontaktował się z nią wystarczająco często przez sms–y, jednak czasem dodatkowa rozmowa była zdecydowanie potrzebna.  Mógł wtedy usłyszeć jej głos i to był właśnie taki moment.

– Cześć, mamo – przywitał się

– Tommy – usłyszał natychmiastową odpowiedź – Czy wszystko już w porządku?

– Tak, czuję się dobrze, tylko chciałem usłyszeć twój głos.

Wypowiadając te słowa, wyobraził sobie jej uśmiech skierowany do telefonu.

– To słodkie, kochanie. – po chwilowej przerwie kobieta dodała:

– Powiedz mi prawdę. Czy naprawdę, czujesz się już lepiej?

– Tak – Tommy odparł szczerze. – Nie chciałem cię przestraszyć, przepraszam – cicho wymamrotał.

Dia westchnęła. – Wszystko dobrze, skarbie. Niepokoiłam się, ale skoro już jest dobrze jestem spokojna, poza tym Adam zapewnił mi bezpośredni kontakt z twoim lekarzem.

Tommy był przekonany, że mama znów uśmiechała się, wspominając Lamberta.

– Ten chłopak był tak uprzejmy, nawet zaoferował, że zarezerwuje mi najbliższy lot abym była z tobą. Boże drogi! Tommy wtedy… Naprawdę się przeraziłam, że umierasz. Myślałam, iż stało się coś złego, jednak Adam szybko wyprowadził mnie z błędu i przeprosił też za swoje być może zbyt histeryczne zachowanie. Tommy, on tak się o ciebie martwił, to dość urocze.

Blondyn słuchając wypowiedzi, przesunął poduszki, próbował znaleźć wygodniejszą pozycję. Uśmiechnął się tak szeroko, że szczęka zaczęła go po chwili lekko boleć.

Tak, to był właśnie Adam, dokładnie! Kiedy się martwił był jak kwoka – pomyślał Ratliff.

– Mamo wiem o tym, że serio wariował ubiegłej nocy.

Kobieta fuknęła.

– Mogłeś mi powiedzieć, że… – Po chwilowej przerwie, ze zdecydowanie większą powagą dodała – Adam bardzo troszczy się o ciebie.

Cholera, nie wiedział, co odpowiedzieć, wypuścił tylko świst powietrza cicho do telefonu. Dia wyczuła skrępowanie syna i zmieniła temat, opowiedziała mu o tym jak minął jej dzień. Tommy zamknął oczy i słuchał.

 

 

Informacja i pytanie.

Kochani 4 odcinek Procesu jest okropnie długi, mam dopiero nie całą połowę. W związku z tym mam pytanie – wolicie poczekać na całość – okolice świąt Bożego Narodzenia czy mam dodać połowę odcinka, w przyszłym tygodniu? Czekam na odpowiedzi, choć trochę się boję by wam nie popsuć tej części, ale zostawiam wam decyzję.

Na komentarze, za które tradycyjnie ślicznie dziękuję, odpowiem następnym razem – a dziś uciekam – praca czeka :/.

Veddel

Tłumaczenie – PRAWDA UKRYTA W GŁĘBI MNIE – Odcinek 2.

W oczekiwaniu na kolejny odcinek nowego tłumaczenia, dodaję kolejną poprawioną część drugą starego tłumaczenia. Odcinek betowała  nikkiana – uściski, za walkę z wiatrakami  (interpunkcja) :). Kiedy się pojawi nowa część Procesu… nie mam pojęcia. Tłumaczę ciągle po troszku, ale to bardzo długi tekst.

 

Serenity – och… Nie mam słów. Wow.. wróciłaś do pisania po przeczytaniu moich „wypocin”, jeja to ogromny komplement. Pomóc komuś w odnalezieniu ponownie pasji jest fantastycznym uczuciem. Jeśli chodzi o nie likwidowanie postów z Chained to you to chcę by zniknęły, każdy z nas wystawiając coś do Internetu, daje kawałek siebie ludziom, tamten kawałek nie jest najlepszych lotów. Myślę, że jeśli zostawię tam informację na temat – gdzie są nowe wersje tłumaczenia – nikt nie będzie miał problemów ze znalezieniem tego blogu. Dla mnie nie ma, co porównywać tamtego tłumaczenia z tym, są one takie same, nie zmieniałam sensu zdań, a jedynie poprawiłam je pod względem jakościowym. Tamten tekst to była niemal kalką z angielskiego. Ja osobiście nie mogę tego czytać, po prostu mi wstyd za tak niski poziom tamtego tekstu.

Malina – masz rację, styl jest bardzo prosty, ale dokładnie takie momenty o jakich wspomniałaś – sprawiły, że to opowiadanie (Prawda…) pomimo średniego stylu, jednak mnie zauroczyło. Co do pytań proszę sprecyzuj. Czy chodziło o posty (Adama i TJ) w opowiadaniu, jeśli tak to były one całkowicie fikcyjne :), ale za to całkiem słodkie, czy o moje posty, które publikowałam na Chained to you? Przepraszam, zmęczenie i gorączka nie pomagają  trafniej myśleć .  Co do ostatniego zdania, o co ci chodziło?

Cuckoo – mam nadzieje, że zawita do Polski, tego życzę i sobie i innym fanom w naszym kraju. Co do biletów udało się, kupiłam VIP- trochę to szalone, ale cóż, jak to mówią: żyje się raz.

Mania –  dzięki choć za te słowa bo każdy znak, że się wam podoba bardzo pomaga w przyszłych tłumaczeniach.

Kitty – nawet nie wiesz, ile znaczą twoje słowa dla mnie. Ogromnie ci dziękuje za każdy komentarz i samej aż mi głupio, że nie dodaję ich  na twoim blogu tak regularnie, ale wiedz, że czytam i uważam, że masz talent. Lubię twój styl, który masz czasem bardzo lekki, ale czasem i nie jest łatwy. Chciałabym też ci ogromnie podziękować, że wyłapujesz takie perełki jak nowe Polskie Opowiadania Adommy na naprawdę dobrym poziomie. Dzięki tobie weszłam na
http://agnes-scarlet-may.blogspot.com
i jestem zachwycona. Wysyłam ci wielkie uściski.

rybka79 – Zgadzam się. Tak jest ono bardzo realistyczne, dlatego je tłumaczę. Cieszę się, że  cię wciąga to tłumaczenie. Cóż nie da się ukryć, że moodwriter ma talent do zdobywania fanów jej twórczości. Kto zacznie czytać coś z pod jej pióra to nie skończy, dopóki nie zobaczy słów „the end”.

 

——————————

PRAWDA UKRYTA W GŁĘBI MNIE

Odcinek 2

Spotkanie z Krisem Allenem w Evansville dla Tommy’ego okazało się dużą niespodzianką. Był święcie przekonany, że zwycięzca ósmej edycji Idola nie ma tam zaplanowanego żadnego koncertu, jednak to nie zmieniło faktu, że wspólny wieczór był niesamowity, a piosenkarz okazał się zdumiewającą osobą. Na spotkaniu pojawił się też Cale. Tommy podejrzewał, że to pewnie dodatkowy gitarzysta w zespole Krisa. Facet zrobił na nim tak samo pozytywne wrażenie, co sam blondwłosy przyjaciel Adama.

Ratliff bawił się świetnie w ich towarzystwie, słuchając podekscytowanego Adama opowiadającego o najdziwniejszej przygodzie, jaka przydarzyła im się podczas trwającej podróży.

Kris potrząsnął głową z szerokim uśmiecham na twarzy.

– Człowieku, myślisz, że to jest okropna historia? Mylisz się. – stwierdził Allen. – Opowiem ci swoją historyjkę o psie.

Cale jęknął słysząc słowa.

– Nikt nie chce usłyszeć tej opowieści! – wrzasnął, próbując zatkać piosenkarzowi usta.

Kris uśmiechając się odepchnął rękę kolegi. Widząc to Adam zapytał zaskoczony:

– Nie chcemy?

Millis pokręcił głową.

– Zaufaj mi. Tego typu opowiastki nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.

– Cale, o czym ty, do cholery, mówisz? – rzucił zdenerwowany Kris. –  Wiesz doskonale, że nie toleruję tworzenia barier czy stawiania ludziom debilnych granic.

Tommy obserwował kątem oka Adama, który przyglądał się brunetowi z czułym uśmiechem na twarzy. Po chwili cała trójka wybuchła ponownie śmiechem. W tamtej chwili zrozumiał, co Adam miał na myśli mówiąc o specyficznej więzi i porozumieniu, jakie wytworzyły się między nim, a Krisem podczas ich udziału w Idolu. Oboje walczyli o wolność słowa, o prawa mniejszości – po prostu o akceptację. Chcieli wspólnie dobrocią i odwagą, własnym postępowaniu zniszczyć ludzką nietolerancję. Przyjaźń tej dwójki była naprawdę szczera i nikt nie mógł widząc ich, temu zaprzeczyć.

Tommy myśląc o tym, poczuł się odrobinę dziwnie, ale przecież to nie mogła być zazdrość –  bo sama myśl o niej byłaby głupia. W końcu z Adamem miał  doskonały kontakt od chwili, w której się po raz pierwszy spotkali. Spędzali ze sobą mnóstwo czasu, na pewno więcej niż Adam z Krisem. Próbował wypchnąć z głowy te kuriozalne myśli, jednak tak czy owak dokuczały mu w głębi duszy.

Po zamknięciu baru, koło dwunastej w nocy, wszyscy zdecydowali udać się do pokoju hotelowego Krisa. Na miejscu opróżnili mini bar, a w roli przekąsek zamówili jakieś frytki i kurczaka.

Po jakimś czasie Tommy odprężył się, ale wypity alkohol spowodował też ospałość. Miękkie i ciepłe ramię Adama, siedzącego tuż obok na podłodze, dające komfort, dodatkowo go usypiało, Adam przechylał co jakiś czas głowę w stronę Tommy’ego, nucąc mu do ucha piosenkę, przy akompaniamencie gitar  Krisa i Cale’a.

 

Kiedy blondyn obudził się, dookoła nadal było ciemno. Kątem oka zauważył Adama siedzącego z Krisem na łóżku, cicho o czymś rozmawiających. Zamknął oczy, wsłuchując się w rozmowę.

– To nie jest tak proste – powiedział brązowowłosy gitarzysta. Tommy choć nie widział wyraźnie, po tonie głosu mógł wyobrazić sobie łatwo, że rozmowa nie należała do tych przyjemnych.

– Damy radę. Musimy. Wiem, że poradzimy sobie, ale ta wiedza nie ułatwia niczego.

– Yhy – odparł Adam.

– Czasami chciałbym … – przerywał nagle Kris; po czym dodał. – Nie, zapomnij o czym mówiłem.

– Nie, dlaczego? Wiem o czym mówisz – słychać szybką odpowiedź ciemnowłosego. – Czasami chciałbym by to było odrobinę łatwiejsze. I wtedy, czuję się jak palant, ponieważ tak naprawdę jestem szczęściarzem, ale przecież nadal jesteśmy tylko ludźmi.

– Dokładnie. Kocham to czym się zajmuję, tak bardzo! – Tommy usłyszał odpowiedź.  – Ale ja nie…

– Katy cię kocha, bardzo. Myślę, że to ułatwi sprawę. Kris. Naprawdę tak sądzę, nie będziesz musiał wybierać.

– Tak, wiem, ale to i tak dość przygnębiające.

– Zmiana tematu? – wyszeptał Adam.

– W porządku, twoja kolej. Co jest między tobą i Tommym? – padło pytanie.

Basista nie był pewny, czy chciał i powinien wysłuchać tej rozmowy.

– Jesteśmy przyjaciółmi – padła natychmiastowa odpowiedź.

A już na pewno Tommy nie był przygotowany na pytanie, jakie Kris zadał zaraz potem.

– Tylko przyjaciółmi? – W głosie Krisa dało się słyszeć swoisty nacisk, jakby wokalista nie do końca wierzył w szczerość odpowiedzi Adama.

To był zupełnie inna sprawa, kiedy fani w Internecie sugerowali (ludzie, którzy widzieli ich raz, może dwa razy w życiu lub którzy zamienili z nimi zaledwie słowo), iż był z Adamem, ale zupełnie inną kwestią była insynuacja padająca z ust osoby znającej bardzo dobrze Lamberta. Allen na pewno do takowych należał.  Pytanie to nie było spowodowane  nie tylko przez ich gorące pocałunki na scenie, ale chodziło o coś jeszcze? Może to przez ich zachowanie, Kris sobie coś ubzdurał. Tylko był problem, nie robili przecież nic szczególnego?  Tommy tak to widział i w jego założeniach  inni też nie powinni doszukiwać się dziury w całym

Mina Adama, choć mało widoczna, sprawiała wrażenie, iż myślał dokładnie o tym samym.

– Tak, tylko przyjaciółmi – odpowiedział dobitnie.

– Skąd to głupie pytanie? – po chwili dodał.

– Tak tylko – padła odpowiedź. – Wydajesz się być z nim blisko, rozumiecie się doskonale – to wszystko.

– My też  jesteśmy w bliskich stosunkach.

– Tak – powiedział Kris dość żartobliwym tonem. – I musiałem się z tego tłumaczyć wielu ludziom, w tym własnej żonie i matce.

Czarnowłosy piosenkarz zachichotał w reakcji na usłyszane słowa.

–  I nie dziw się, Tommy to bardzo serdeczny  i niezwykły człowiek, wiesz? –  Adam wrócił do wcześniejszego stwierdzenia.

– Nie znam go za dobrze, ale sądzę, że masz rację. Wydaje się nadzwyczajnie miły  – blondyn usłyszał odpowiedź poprzedzoną zwinięciem. Po chwili jedyne do jego uszu dotarł odgłos skrzypnięcia łóżka oraz naciąganej na ciało narzuty.

– Chcesz już spać?

– Nie, nie – szepnął jasnowłosy chłopak, choć po chwili w pokoju zapadała całkowita cisza. Adam westchnął przesuwając się po łóżku, wywołując szeleszczenie pościeli. Tommy niemal podskoczył z zaskoczenia, kiedy poczuł, że piosenkarz położył się się tuż obok niego na podłodze. Nie otworzył oczu, nawet, gdy przyjaciel przysunął się bliżej nakrywając ich kocem, dociskając swoje kolana do Tommy’ego i kładąc głowę na jego ramieniu. Basista udając, że szuka lepszej pozycji do snu, położył rękę na klatce piersiowej. Po chwili  w jego dłoń wsunięta została inna ciepła ręka, a w pomieszczeniu słychać było ciężki oddech czarnowłosego mężczyzny, który skierowane był prosto na szyję Ratliffa.  W tym momencie  blondyn ponownie zapadał w sen.

–;–;–;–;–

 

Następnej nocy podczas wykonania „Fever” Adam pocałował Tommy’ego w czoło, delikatnie polizał jego policzek i skroń. Blondyn zmarszczył nos odruchowo. Nie zastanawiając się długo sam też polizał przyjaciela po szyi.  Ten ruch wywołał u Adama skoki pulsu, które mógł wyczuć językiem. Reakcja Lamberta wprawiła go w zadowolenie, dominujący Adam choć raz uległ pokusie. Wokalista przytulił go odruchowo, mrucząc z uśmiechem do mikrofonu „Och, tak”.  Tłum na sali oszalał.

–;–;–;–;–

 

Kiedy przybyli  do Des Moines dzień później, Tommy nie czuł się zbyt dobrze. Poprzedniego dzień też nie należał do udanych, ale wtedy zwalał to na kaca oraz papierosy nadużyte poprzedniego wieczoru. Jednak było coraz gorzej i nie był już tak przekonany, co do powodu swojego złego samopoczucia. Starał kontrolować się, powstrzymywać odruchy wymiotne, nachodzące go co chwila, ale niestety choroba wygrała i jedyne, co był w stanie robić, to leżeniem na tapczanie znajdującym się za kulisami. Cholerny ból kości i zawroty głowy nasilały się z każdą chwilą.  Każdy chciał mu pomóc. Sasha przyniosła tabletki przeciwbólowe i ciepłą herbatę. Monte zamówił ciepły rosół i osobiście dopilnował, aby Tommy zjadł całą porcję. Niestety, kilka minut później cała zawartość żołądka wylądowała w muszli toaletowej.

Widząc to, Pittman wydawał się  poważnie zaniepokojony.

– Może powinieneś udać się do lekarza – zasugerował.

– Nyhhe.  – Tommy potrząsnął głową, choć z każdą minutą pocił się bardziej i bolała go już każda część ciała. Nie był jednak małym dzieckiem, chorował nie raz w życiu by wiedzieć, że to tylko idiotyczna grypa.

– Wszystko będzie w porządku, tylko muszę odpocząć.

Monte nie wyglądał na zbyt przekonanego, lecz pokiwał głową. Poklepał delikatnie nogę Tommy’ego tuż przed wstaniem i cichym wyjściem.

Przez następne godziny basista dryfował w półśnie. Ludzi wchodzili i wychodzili, by sprawdzić jak się czuł, donosili coraz to nowe porcje herbaty czy wody. Niestety, Tommy nadal nie mógł nic przełknąć i ta myśl spowodowała, że nie dość, że czuł się źle fizycznie to i psychicznie. Nie chciał, by bliskie mu osoby dręczyły się jego stanem. W końcu pojawiał się i sam Adam, choć miał w tym zaplanowanych masę wywiadów dla lokalnej prasy. Powoli siadając na kanapie obok basisty delikatnie chwycił go za dłoń.

– Jak się czujesz?

– Już lepiej – odpowiedział blondyn robiąc dobrą minę do złej gry. Znał  Adama wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że gdyby poznał prawdę, mógłby zacząć zachowywać się jak troskliwa mamusia, a tego wolał uniknąć.  Ponadto Adam nie powinien się martwić właśnie w tej chwili o niego. Miał zbyt wiele innych ważnych spraw.

Adam zmarszczył brwi.

– Nie wyglądasz dobrze – stwierdził, podnosząc rękę do czoła Tommy’ego. – Cholera, naprawdę jesteś gorący!

– Dzięki za komplement – piosenkarz słysząc te słowa parsknął śmiechem.

– Domyślam się, że nie ma możliwości, bym powstrzymał cię przed wyjściem dziś na scenę? – ciemnowłosy spytał, choć tak naprawdę nie było to pytanie, a stwierdzenie. Znał mężczyznę, leżącego na kanapie zbyt dobrze.

– Nie.

– Tak myślałem –  Adam westchnął z uśmiechem na ustach.

– Chociaż… – Tommy zaczął zdanie, lecz nie skończył. Krępował się. Przez cały ten czas, od kiedy zaczęli całować się czy dotykać na scenie, nie rozmawiali o tym w codziennym życiu, z wyjątkiem tego jednego razu, kiedy zaniepokojony Adam zapytał Tommy’ego „Naprawdę ci to nie przeszkadza?”, dostał natychmiastową odpowiedź „ Absolutnie nie!

Tommy nie miał zielonego pojęcia, czemu był tak stremowany, jakby to było coś niezwykłego, a wynik rozmowy decydowałby o jego całej przyszłość. Po sekundzie stwierdził, że pewnie to urojone odczucie, a że nie było z nim najlepiej, zwalił wszystko na gorączkę. Nie myślał logicznie. Tyle.

Jasna choroba!

Zarumieniony niczym podniecona nastolatka, kontynuował z zakłopotaniem.

– Być może nie powinieneś całować mnie dziś wieczorem. Nie chodzi mi o to, że nie chcę… Nic z tych rzeczy, ale… To nie będzie zbyt rozsądne, uuuh… to znaczy bezpieczne dla ciebie, mógłbyś się zarazić.

Adam mrugnął oczyma z zaskoczenia, po czym schylił się pozwalając jego głowie opaść do przodu. Po chwili wybuchł śmiechem. Kiedy ponownie spojrzał w górę, jego źrenice błyszczały.

– W porządku, będę miał to na uwadze. Dziękuje za troskę, ale jestem dużym chłopcem i poradzę sobie.

Ratliff wystawił język szeroko, uśmiechając się do Adama. Twarz ciemnowłosego chłopaka rozświetlił też ogromny uśmiech, ale nie to przyciągnęło uwagę Tommy’ego. Bardziej interesująca była widoczna czerwień na policzkach przyjaciela.

Tłumaczenie – PRAWDA UKRYTA W GŁĘBI MNIE – Odcinek 1.

Kochani jak już wczoraj wspomniałam mam dla was i dziś małą niespodziankę.

Jest nią nowa poprawiona wersja mojego pierwszego tłumaczenia opowiadania DRAG THE MILES IN ME (PRAWDA UKRYTA W GŁĘBI MNIE), które  W ORYGINALE  znajdziecie na stronie
http://die-gute-seite.livejournal.com

Zapewne wielu z was czytało pierwszą wersję, ale uważam, że wtedy kompletnie nie miałam pojęcia o tym jak tłumaczyć i tamta wersja była okropna. Mam zamiar ją usunąć z Chained to you – jak i zresztą wszystkie inne moje posty, większość jest już na tej stronie więc wszystko pozostałe też niech będzie w jednym miejscu. Oczywiście, aby uczynić ją taką, jaką bym chciała musiałabym zacząć tłumaczyć ją całą od początku, a na to nie mam czasu, ale drobne zabiegi (czas, zmiana paru zdań, ponowne zbetowanie) uczyniły ją w mojej opinii – o wiele bardziej znośną. Poniżej dodam pierwszy odcinek. Jestem ciekawa czy i wam przypadnie nowa wersja do gustu. Z czasem pojawią się dalsze odcinki. Chciałabym tylko podkreślić – tamto opowiadanie ma odmienny styl od Procesu Twórczego i Zakochałem się … Jednym może się podobać – innym nie. To było jedno z pierwszych opowiadań, które przeczytałam po angielsku i choć dziś znam o wiele lepszych to mam do niego ogromny sentyment. Jest też w tekście parę perełek, które uwielbiam, ale o tym sami już się przekonaliście, a jeśli nie to zobaczycie je wkrótce.

Chciałabym serdecznie podziękować nikkiani – za poprawki w tekście. Kochana jesteś.

Pozdrawiam Veddel

Ps. Nie wiem czy ktoś się wybiera do Finlandii na koncert, ale ja tak, więc trzymajcie kciki za jutrzejszy zakup biletów  i ja za was też trzymam jak co kochani Glamberts. Za marzenie, które spełniamy – mały toast wznoszę. Wszystkim tego życzę.

——————————

PRAWDA UKRYTA W GŁĘBI MNIE

Odcinek 1

– Jestem cholernie zmęczony! – odezwał się pewnej nocy Adam, gdy usiadł obok Tommy’ego na małym tapczanie, znajdującym się na tyłach ich tourbusa.

–  Z drugiej strony, w żadnym wypadku nie chcę, żeby ta trasa się skończyła. Nigdy! – dodał, wzdychając z ulgą i wyciągnął przed siebie nogi.

Tommy przesunął się nieznacznie i przechylił głowę, dzięki czemu mógł oprzeć ją na ramieniu przyjaciela.

– Zgadzam się z tobą – wymruczał.

Siedzieli tak w ciszy, a jedynymi dźwiękami docierającymi do uszu blondyn był warkot silnika autobusu pomieszany z powolnym, ale regularnym oddechem Adama.

Prawdę mówiąc, basista nigdy w swoim dwudziestoośmioletnim życiu nie czuł się lepiej niż właśnie teraz. No, nie dokładnie w tym momencie (choć ten też był całkiem przyjemny), ale ogólnie w zespole Adama, mając możliwość uczestniczenia w tym tournee i robienia czegoś, co chciał robić od zawsze. Bycia kimś, kim zawsze chciał być. Parę tygodni temu Dave zażartował na ten temat, gdy przyszedł obejrzeć ich występ i porozmawiać. „Kim ty się stałeś, Tommy Joe? Co ty robisz?”, powiedział z nutą złośliwości, ale blondyn wiedział, że w tych pytaniach kryło się również trochę szczerego zażenowania. Tommy rozumiał, że dla innych mógł być to swoisty szok, ale sam czuł się znakomicie dzięki kilku reformom w jego życiu. To nie tak, że zmienił się kompletnie. Po prostu dzięki Adamowi żył tak jak we wcześniejszych marzeniach. Nie musiał wpasowywać się w jakiekolwiek panujące kanony. Przecież nawet w czasach, gdy ukrywał się za workowatymi ubraniami i nosił okropną fryzurę, doskonale wiedział, w jakim kierunku poprowadzić swoje życie. Dzięki trwającemu tournee czuł, że poczynił wielki krok w realizacji tego planu. Był pewny siebie, tego czego pragnął, nie obchodziło go zdanie obcych ludzi, a jeśli ktoś zaszufladkował go tylko ze względu na wygląd – to był to jego własny problem. Życie w zgodzie z samym sobą było kojące, nawet pomimo całego szumu, jaki towarzyszył im podczas trasy. Tommy uważał, że Adam rozumie go lepiej niż inni. Wokalista jak nikt inny wiedział, ile można osiągnąć, gdy pozostaje się sobą i dostaje się szansę na spełnienie pragnień w zgodzie z własnym sercem. Lambert oswobodził naturę blondyna, a wszystko potoczyło się tak szybko. Tommy nawet już nie wiedział, kiedy stali się Glitterbaby i Babyboy.  Już nie pamiętał, że kiedyś mogło być inaczej.

Adam westchnął ponownie i stwierdził. – Muszę wstać, bo inaczej zasnę w ciągu dwóch sekund. – Uniósł ręce nad głowę, aby rozciągnąć się, powodując tym ruchem sunięcie się głowy gitarzysty z jego ramienia. Po chwili, usłyszał wymamrotane słowa niezadowolenia.

Adam zaśmiał się  i potargał blond włosy.

– Co ty właściwie jeszcze tu robisz?

– Sam nie wiem – odpowiedział basista, kiwając głową w boki. – Terrance dał mi parę rzeczy do obejrzenia, nie wyrobiłem się, normalka. – Na koniec wzruszył ramionami.

Adam zachichotał.

– W porządku. – Położył dłoń na kolanach, aby „pomóc” sobie wstać. – Przepraszam, ale powinienem iść już spać.

Tommy odprawił go machnięciem ręki i lekceważącym mruczeniem, przez co wokalista ponownie wybuchł śmiechem. W ostatniej chwili pocałował jeszcze basistę w czoło i w końcu poszedł do łazienki, aby zmyć makijaż.

– Dobranoc –  wyszeptał, opuszczając salon.

Gitarzysta wyciągnął się na tapczanie i po krótkiej chwili wiercenia się znalazł w końcu wygodną pozycję do snu.  Zanim zasnął, wyjął z kieszeni spodni iPhone’a i napisał na Twitterze krótką wiadomość dla świata „Dziękuję wszystkim, kocham was”.

 

–;–;–;–;–

 

W Albany podczas wstępu do „Fever” Adam podszedł do Tommy’ego i przesunął językiem po jego ustach. Raz, drugi, trzeci polizał dolną wargi basisty, niemal bez namysłu, jakby był to powszedni gest. Blond mężczyzna w odpowiedzi tylko uśmiechnął się i mrugnął do przyjaciela, po czym cofnął głowę powracając do grania.

 

–;–;–;–;–

 

– Piękny, cholernie niesamowity. – Allison, wstrzymując oddech, pochyliła się, by lepiej przyjrzeć się ręce Adama.

Tommy zgodził się z nią. Adam wreszcie zdecydował się na zrobienie tatuażu. Wzór przedstawiał pawie pióra, ciągnące się wzdłuż wewnętrznej strony jego przedramienia, od łokcia do nadgarstka, mieniąc się niebieskimi, zielonymi i fioletowo – szarymi barwami.  Nie do końca był w stylu Tommy’ego, jednak idealnie pasował do ekstrawaganckiego piosenkarza, sprawiając wrażenie, jakby od zawsze był częścią jego skóry.

– Podoba się wam? – spyta Adam, przykrywając ponownie tatuaż ochronną folią i przyklejając ją delikatnie do ręki.

– Jasne! – Allison  pokiwała głową.

Lambert uniósł brwi, jednocześnie wychwytując wzrok Tommy’ego.

– Szczerze?

– Oczywiście, że tak – Tommy przytaknął. – Urzekł mnie od pierwszego spojrzenia.

– Yhy – czarnowłosy wyraźnie rozweselony podniósł  się z fotela i zsunął na nos okulary przeciwsłoneczne, które miał założone na czubku głowy.

– Powinniśmy gdzieś wyjść wieczorem – odezwała się Allison, a po chwili milczenia ze strony innych sprecyzowała: – Mam ochotę dziś upić się!

– Jesteś za młoda, by pić – pada podwójna odpowiedź. Tommy i Adam spojrzeli na siebie, wybuchając śmiechem, ignorując protesty dziewczyny.

– Nie jestem! – Oburzyła się Allison.

– Młoda w zasadzie to nie był zły pomysł, ale ty dostaniesz co najwyżej colę, co wy na to? – po chwili rzucił Adam, unosząc przy tym brwi. Pytanie skierowane było głównie do Tommy’ego, którego chciał przekonać do tego pomysłu. Basista nie przepadał za imprezami i rzadko na nie chadzał. Ponadto ostatnie komplikacje w jego życiu rodzinnym, były dodatkową wymówką od takich wyjść.  Jednak Adam nie spuszczał z niego wzroku, a w jego spojrzeniu była obietnica, że to co może stać się tego wieczora będzie warte, aby ruszyć tyłek.

Tak, czemu by nie – doszedł do wniosku Tommy.

Na wyjście zdecydowali się niemal wszyscy członkowie ekipy, przez co dość mocno rzucali się w oczy. Wybór padał na bar, który znany był z serwowania najlepszych drinków w mieście.

Tommy, sączył kolejne napoje, siedząc pomiędzy Adamem i Terrancem. Bawili się tam do czasu, kiedy wszyscy zdecydowali, że pora udać się do następnego klubu. Trafili akurat na tematyczny wieczór z muzyką popularną w latach dziewięćdziesiątych, a to dla blondyna oznaczało dodatkową porcję kiepskich melodii, a w konsekwencji większą ilość wypitych drinków, aby przetrwać jakoś tę noc.

 

Ratliff przez chwilę rozglądał się badawczo po lokalu, rozmawiając z ludźmi, jednak nie przywiązywał wagi co do niego mówili. Dookoła bawili się atrakcyjni faceci i pełno oszałamiających wyglądem kobiet.

Tommy wylądował na parkiecie, choć zakładał, że to będzie nudny wieczór. Tańczył ściśnięty pomiędzy śmiejącym się Adamem przytulonym do jego pleców i piękną blondynką z kuszącym kolczykiem w wardze, śmiało sunącą co rusz ustami po jego szyi, trzymającą też odważnie dłonie na jego biodrach.

– Jeśli chcesz mieć udaną noc, bierz się do roboty! – zachichotał pijacko Adam, popychając Tommy’ego bliżej dziewczyny.

Basista obejrzał się przez ramię, zmarszczył brwi i wystawił język, zerkając na piosenkarza spode łba. Nie potrzebował wskazówek, jak ma postępować, gdy chciał się z kimś przespać.

Sam sobie poradzę, pomyślał, zaraz potem odwracając się z uśmiechem do dziewczyny i po chwili namiętnie ją całując.

 

–;–;–;–;–

 

Na kolejnym występie Adam podszedł do Tommy’ego od tyłu podczas jego solówki, przesuwając śmiało palcem po ciele, leniwym ruchem sunął od szyi w dół, potem przez całą długość torsu, by po chwili powrócić tę samą drogą do miękkich warg. Tommy zaskoczony otworzył usta. Chcąc się odrobinę odegrać, possał palec wokalisty, tuż przed ukąszeniem go. Działania te spowodowały wybuchł śmiechu u Adama. Ratliffa przeszedł mocny dreszcz, gdy poczuł gorące powietrze wymykające się z ust wokalisty tuż na jego szyję.

 

–;–;–;–;–

 

Blondyn nie wiedział, co ze sobą zrobić podczas wielogodzinnej jazdy autobusem. Czas pomiędzy obowiązkowym snem, grą na gitarze lub piwem z Monte był dla niego cholernie nudny. Brak mu już było pomysłów jak zabić tę monotonię. Przez ostatnie dwa miesiące obejrzał więcej filmów niż przez całe swoje życie. Jego lista iTunes była tak zapchana, że aby przejść od A do B potrzebował ponad minuty. Nagminnie grywał też w gry (jakiekolwiek się dało), a od nadmiaru pisania na różnorakich portalach nabawił się już ciągłego odruchu poruszania palcami niczym po klawiaturze i to nawet, gdy nie miał przy sobie telefonu ani komputera. Czasem… będąc tak znudzonym, czuł się bezradny! Nie chodziło jednak o to, że był  zły czy rozdrażniony. Starał się nie narzekać. Po prostu ostatnio bezsenność dopadała go coraz częściej. Bywał przez to nieco niespokojny.

I właśnie w takiej chwili mknęli drogą gdzieś pośrodku absolutnie niczego. Kierowca, wzruszył przepraszająco ramionami, informując go, że dotrą na miejsce za ponad trzy godziny.

Tommy rozczarowany wiadomością postanowił umilić sobie wieczór. Uśmiechając się zadziornie napisał:

TommyJoeRatliff@ Jadę na przejażdżkę z najlepszym przyjacielem i mam nadzieję, że  mnie znów nie zawiedzie.

TommyJoeRatliff@ Obiecuje mi, że będę bezpieczny jak w domu, tak długo jak zapamiętam kto tu rządzi.

Odpowiedzi przyszły po sekundach. Były zabawne i jednocześnie przerażające, jednak zdecydowanie częściej po przeczytanej treści Ratliff wybuchał śmiechem, przerywając tylko gdy popijał spokojnie swój napój.

Monte przechodząc obok, zmrużył oczy,  był wyraźnie rozbawiony.

– Sam się prosisz o kłopoty, ty dupku – powiedział, wyciągając własnego iPhone’a, na widok, którego kąciki ust Tommy’ego uniosły się.

– To tylko słowa – odpowiedział, wzruszając ramionami.

Brunet usłyszawszy to parskną śmiechem, potrząsając głową, wrócił do swojej koi

 

Pół godziny po dodaniu wiadomości na twitterze, Adam wysłał mu sms-a.  Cieszę się, że masz tego świadomość kochanie!

Po paru sekundach przyszła kolejna wiadomość: Nawet nie wiem, jaki ogrom debilnych odpowiedzi dostaję w tym momencie!!! Setki, tysiące? Dupek ;).

Tommy uśmiechnął się szeroko odczytując tekst, ale moment później dopadało go małe poczucie winy. Adam odkąd wystąpił w „Idolu” dostawał tysiące wiadomości dotyczących jego prywatnego życia, a nie muzyki. Ludzie komentowali każdy jego gest, szczególnie, gdy tylko zrobił coś z blondynem na scenie lub też z innymi facetami poza nią. Lambert twierdził, że to nic wielkiego i jest to całkiem normalne, ale od zawsze bronił basisty i dbał o jego  dobre imię. Chronił go od złośliwych komentarzy. Przejmował się, że Tommy mógłby się obrazić (o ile można było się o to obrażać?) za pojawiające się sugestie, iż sypiał z nim, umawiał czy robił cokolwiek innego!

Tommy miał wyrzuty sumienia, głupi żart mógł zaszkodzić przyjacielowi.

Odpowiedział na wiadomość: Przepraszam, ale byłem tak BARDZO znudzony, potrzebowałem czymś się zająć :D.

W kolejnych sekundach dodał dwie wiadomości na Twitterze:

TommyJoeRatliff@ Ludzie, to są tylko słowa utworu RTtommysawesomegurll76 @tommyjoeratliff, Już to WIDZĘ, Tommy i Adam są  właśnie na PRZEJAŻDŻCE.

TommyJoeRatliff@ Tak. Piekielnie – dlatego powinienem pójść odsłuchać ją całą, to zajebiście dobra piosenka! :) RTtjradamsboyzzz @tommyjoeratliff, Ta piosenka jest niesamowita, to jedna z twoich ulubionych?

Telefon zawibrował ponownie, jednak tym razem był to Brad.

To interesujące! Zastanawiam się, kto jest prowadzącym? ;D.

Tommy wybuchł głośnym śmiechem, zapominając o tym, że może kogoś obudzić. Odpisał. Nie chcesz wiedzieć ;).

Po chwili Bell przysłał tekst:

:D:D Jesteś szalony, kocham cię! XD

 

–;–;–;–;–

 

Adam chwycił włosy Tommy’ego, pociągając jego głowę w swoim kierunku. Pocałował mężczyznę gwałtownie i namiętnie, intensywnie napierał językiem na chętne usta basisty. Blondyn oblizując usta uśmiechnął się zadowolony. Adam nie mógł zobaczyć czemu. Cel osiągnięty. Wokaliście na ustach została pozostałość ciemnej szminki blondyna, aż do końca występu.

 

 

 

Tłumaczenie – PROCES TWÓRCZY – część 3.

Witajcie

Mała niespodzianka – poniżej nowy odcinek tłumaczenia. Ponadto zapraszam jutro wieczorem na blog – przygotowałam coś ekstra, aby wynagrodzić wam poprzednie wielodniowe oczekiwanie. Na razie jednak cisza –sza.

~Kity to dla mnie przyjemność, że podoba ci się opowiadanie i to ja dziękuję też, że czytasz to opowiadanie.

~Rybka79 – cieszę się, że tekst przypadł ci do gustu. Dziękuję za zaoferowaną pomoc, ale już posiadam bety, ale będę pamiętać o tej propozycji.

Właśnie wracając do poprawek, tym razem podziękowania lecą do  ~Cuckoo – kochana jeszcze nikt nie sprawdził mi nigdy w tak szybkim tempie tekstu. Wielkie uściski.  To dzięki twojej pracy – czytelnicy już dziś mogą zobaczyć nową część.

Pozdrawiam was wszystkich.

Nie przedłużam – miłego czytania życzę i czekam na wasze opinie.

Veddel

——————————————

PROCES TWÓRCZY

Część 3

Dni Tommy’ego mijały całkiem znośnie – znalazł sobie mnóstwo zajęć. Raz spotkał się z Mike’m i innymi przyjaciółmi, kiedy indziej wymyślał jakieś zaległe prace. Spędzał mnóstwo czasu oglądając wszystkie możliwe filmy, za wyjątkiem jakichś tandetnych romansideł – tego nie był w stanie strawić. Noce były jednak czymś zupełnie odmiennym. Od zawsze miewał problemy ze snem, a po rozmowie z Adamem wiele się nie zmieniło. Gdy nie potrafił odejść w objęcia Morfeusza, rozmyślał o jednym – właśnie o Adamie. Każda kolejna doba wydawała się coraz gorsza. Nieustannie wszystko analizował – wspominał tournee oraz to, co razem przeżyli, przypominał sobie każdy pojedynczy pocałunek. Tamte chwile zaliczały się do najlepszych z jego dotychczasowego życia. Tworzyli z Lambertem zgrany zespół, cudownie się rozumieli. Niestety, nic z tego nie pozostało. Ta wiedza niemal zabijała. Tommy żałował, że tak to się potoczyło. Non stop głowił się, co by było, gdyby zorientował się wcześniej i powiedział prawdę, gdyby zadał właściwe pytania. A może…

Każda bliska mu osoba zauważyła, że coś jest nie tak, jednak nikt o nic nie pytał. Za dobrze go znali, więc wiedzieli, że nie uzyskają konkretnych odpowiedzi. Chcąc mu pomóc, przy każdej możliwej okazji utwierdzali go w przekonaniu, jakim był cennym przyjacielem oraz wartościowym człowiekiem, zdolnym do poświęcenia własnego czasu, aby tylko kogoś wesprzeć.

Monte wziął sobie wolne od Lizy oraz dzieciaków, wpadając na prywatne „jam session”. Wieczór był udany, Tommy nauczył się nowych chwytów, a ponadto uśmiał się przy tym co nie miara. Niedługo potem zadzwonił Isaac, niby przypadkiem, aby umówić się na przyjacielskie spotkanie. W konsekwencji wspólnie obejrzeli cały sezon „Kości”, zajadając się kukurydzą i kremowo – czekoladowym ciastem Sophie.

Życie toczyło się dalej. Złamane serce nie zatrzyma tego pędzącego pociągu i Tommy dobrze o tym wiedział, aczkolwiek uczucie, że stracił coś ważnego, nie opuszczało go na krok.

Któregoś dnia basista nie wytrzymał i postanowił pojechać do Adama. Powinien zadzwonić i umówić się na mieście, neutralny teren stanowiłby bardziej rozsądne rozwiązanie, jednak od zawsze działał pod wpływem emocji, często myśląc dopiero po czasie.

 

Pierwsze chwile po tym, kiedy ujrzał Adama, były niesamowicie krępujące ze względu na myśl, że mężczyzna znajdujący się naprzeciw niego znał prawdę.

Nie widywali się ponad dwa tygodnie, ponieważ Adam pragnął dać mu czas tylko dla siebie. Idiota, powinien zadzwonić paręnaście dni temu. Ludzie, którzy spadną z konia, muszą wsiąść na niego po raz drugi, by mieć szansę na ponowną radość z kontaktu ze zwierzęciem oraz zapomnienie o urazie. Jeśli tego nie zrobią, z czasem będzie to coraz trudniejsze.

Zielono-niebieskie tęczówki Lamberta złapały spojrzenie Tommy’ego. Adam stał w drzwiach osłupiały. Wpatrywał się w przyjaciela jak w rzadki okaz natury.

– Ty tutaj? – jego głos sugerował, że kompletnie nie spodziewał się dzisiejszych odwiedzin.

– Wziąłem gitarę. Kupiłem nawet żarcie.

Ciemnowłosy wciąż nie przesunął się, aby wpuścić blondyna.

– Boże, tak za tobą tęskniłem  – wyszeptał.

– To czemu nie odezwałeś się wcześniej? – wymamrotał basista. Cały czas oczekiwał, że Adam pozwoli mu wejść. Mając dłonie pełne paczek, nie mógł nic zrobić. Poddenerwowany zapytał w końcu – O co chodzi?

– Przyjechałeś?

Tommy miał ochotę wrzasnąć niczym zbuntowana nastolatka, obserwując kuriozalne zachowanie wokalisty.

– Tak! Adam, jedzenie stygnie! Przesuń się i wpuść mnie.

Lambert, nie zastanawiając się nad tym, co robił, złapał blondyna w ramiona. Tommy wcale nie się nie opierał.

– Tęskniłem za tobą.

Nadmiernie zaoferowana czułość, choć nieodpowiednia do ich sytuacji, wypływała głęboko z serca czarnowłosego. Ratliff był oszołomiony. Opierając twarz na klatce piersiowej przyjaciela, wciskając nos w nagi obojczyk Adama, rozkoszował się zapachem jego skóry. Stojąc na palcach, niewątpliwie upadłby, gdyby nie ciepłe dłonie mocno zaciśnięte na jego plecach. Czuł się nieco upokorzony, ale i szczęśliwy.

– Czemu nie dzwoniłeś? – w głosie basisty dominował smutek.

– Powinienem, mogłem… Zadzwoniłbym, ale chciałem dać ci czas.

– Trudno było się nie skapnąć – „Ale to i tak nie pomogło…” - dodał w myślach. Nie miał zamiaru wywoływać w przyjacielu wyrzutów sumienia.

Adam roześmiał się.

– Nie chcę znów rozstawać się na tak długo. Czy możemy spędzić cały wieczór razem? Nie proszę chyba o zbyt wiele.

Relaksując się w ramionach drugiego mężczyzny, Tommy westchnął przeciągle. Ból w sercu mieszał się z przyjemnością dla ciała. Wtulony w szerokie barki, odpowiedział:

– Zostanę tak długo, jak tylko chcesz.

Po chwili uświadomił sobie, że był w stanie spełnić każdą, nawet najmniejszą prośbę Adama. Napawało go to lekkim przerażeniem.

Wypuścił z dłoni koszulkę Adama, przesunął ręce na plecy mężczyzny i objął go mocno. Ciepło bijące od skóry, przyjemnie rozgrzewało.

– Mruczysz? – padło śmiałe pytanie.

– Chyba tak.

Wokalista pogładził włosy blondyna, delikatnie pieścił też jego policzek i szyję, wciąż nie przerywając uścisku.

– Nie znam drugiej tak uroczej osoby jak ty.

Tommy uważał inaczej. Wiecznie niechlujny i śmiesznie wyglądający z brodą. Zagryzanie wargi nie było czarujące, a tym bardziej ciągła chęć do szukania dziury w całym, tylko dlatego, że pragnął coś sobie udowodnić. Te cechy na pewno nie czyniły go ujmującym.

Pragnąc uszczęśliwić Adama, zamruczał raz jeszcze, czegoś podobnego nie zrobiłby dla nikogo innego.

– Właśnie o tym mówię! Pewnego dnia, gdy będziesz na tyle zmęczony, by to zobaczyć, nakręcę video – radośnie stwierdził Adam.

Ratliff miał to w nosie. Pozwoliłby przyjacielowi na wszystko, czego tylko chciał. Mimo złamanego serca, każda dobra chwila spędzona u boku Lamberta, warta była odrobiny głupiego zachowania w zamian.

– Jestem głodny. Pozwól mi zjeść zanim to kompletnie ostygnie.

Adam nie zareagował. Odchylił się nieznacznie, jednak nie wypuszczał go z objęć.

– Muszę? – spytał. Był niechętny, by ruszyć się choćby na milimetr.

– Tak – odpowiedział Tommy, lustrując wzrokiem podłogę. Nie miał odwagi spojrzeć mu w twarz. Moje życie jest kompletnie popierdolone.

Po chwili, z wielką niechęcią, wokalista rozluźnił uścisk, po czym schylił się po przyniesione torby z jedzeniem.

– Wykupiłeś pół knajpy? – próbował zajrzeć do środka, ale paczki były szczelnie związane.

– Jestem głodny. To takie dziwne? –  odparł blondyn, zdejmując swoje buty.

Obaj skierowali się do kuchni. Adam poprosił go, by usiadł i poczekał.

Tommy od paru minut obserwował przyjaciela, który wyjmował talerze, sztućce, kieliszki, a nawet serwetki, krążąc po kuchni w tę i nazad. W normalnej sytuacji Tommy zjadłby prosto z pojemników, popijając całość butelką piwa, ale Lambert, jak widać, miał inne plany. Blondyn, chcąc ukryć uśmiech, dyskretnie przykrył usta dłońmi. Nie wytrzymując zbyt długo, zakaszlał znacząco.

– No co? Nie mogę być dla ciebie uprzejmy?–  skwitował Adam, podczas wyjmowania butelki czerwonego wina – Czy to będzie porządku?

– Marnujesz dla mnie doskonałe wino – Tommy wybuchnął śmiechem.

– Przecież ja też będę je pił. Nie przesadzaj! – prychnął rozdrażnionym tonem.

– Jak uważasz.

Tommy odchylił się i oparł wygodnie na krześle. Próbował się odprężyć i cieszyć chwilą. Przecież potrafił to zrobić.

– Siadaj już, naprawdę padam z głodu.

Adam, wpatrując się wprost w oczy blondyna, spytał cicho – Chyba już dłuższy czas?

Basista doskonale zdawał sobie sprawę, o co chodziło. Sporo schudł w ostatnich dniach, a szeroka bluza nie była w stanie ukryć tego faktu. Nie mając wyboru, odparł:

– Czasem zapominam o jedzeniu. Nie dramatyzuj. To drobnostka.

Jasnością było, że Adam chciał dowiedzieć się więcej, ale jakimś cudem powstrzymał się od kontynuowania tematu. Siedzieli w ciszy, podczas gdy Tommy otworzył pierwszą reklamówkę. W restauracji wybrał same ulubione dania. Tuż przed nim znajdowało się pięć różnych tajskich potraw, w tym zupy i makarony, ale faworytem niewątpliwie było Carry z dużą ilością mleka kokosowego. Piękny zapach jedzenia powodował skurcze żołądka – serio umierał z głodu. Nie zastanawiał się długo, od czego zacząć – po prostu złapał łyżkę i nałożył sobie pierwszą lepszą potrawę, ale gdy spróbował trunku nalanego w międzyczasie przez Adama, skrzywił się. Wiadome było nie od dziś, że wytrawnego czerwonego wina, tym bardziej doskonałego Chateau Trotanoy, nie należało pić z tak ostrym, wyrazistym w smaku jedzeniem. Adam zaliczał się jednak do osób, które postępują tak, jak miały na to ochotę. Chciał wypić to wino i nikt nie był w stanie go powstrzymać.

Jedli w milczeniu do chwili, gdy Tommy nie wytrzymał i rozdrażnionym głosem powiedział:

– Przestań! – przeszkadzało mu, że Adam obserwował każdy jego ruch.

– Co?

– Gapisz się. Nie martw się, czuję się nieźle.

Adam wytarł usta serwetką, po czym nachylił się i oparł brodę o splecione dłonie, łokcie sadowiąc na stoliku.

– Wpatruję się nie dlatego, że masz podkrążone oczy i bardzo schudłeś. Chodzi o coś innego. Zmieniłeś się i nie mogę tego zrozumieć. To mnie po prostu ciekawi.

Onieśmielony Tommy spojrzał na przyjaciela.

Wokalista uśmiechnął się. – Przepraszam. Mówiłeś, żebym się nie zmieniał, nie traktował cię inaczej. Jestem, kim jestem, ale jeśli ci to przeszkadza, spróbuję być mniej dosadny.

– Mniej w jakim sensie?

– Intrygujesz mnie. To takie interesujące. Zawsze potrafiłeś mnie zaskoczyć. To, jaki jesteś, co robisz… To cholernie fascynujące. Znamy się tak długo, a nadal nie wiem, jakie są twoje granice wytrzymałości. Każdy je ma, ale ty… Zawsze, gdy wydaje mi się, że to już ta chwila, okazuje się… Nie wiem, ile zostało ci jeszcze cierpliwości. – Na moment przerwał i zamknął oczy. – Nie chcę cię ranić, ale jednocześnie prosiłeś, abym zachowywał się tak, jak zwykle. Tęsknię za tobą, pragnę cię przytulić i nie myśleć, czy mogę to zrobić. Nie wiem, w jaki sposób to pogodzić. Powiedz, jak mam się zachowywać?

Tommy był bezradny, a rosnące ciśnienie w klatce piersiowej sprawiało, że nie mógł się skupić. Nie wiedział, co odpowiedzieć. Sam musiał się z tym uporać, ale nie miał pojęcia, jak tego dokonać.

– Adam, nic zrani mnie bardziej niż twoja sztuczność. Poradzę sobie z twoją nadmierną czułością, ale nie chcę, abyś udawał coś dla mojego dobra – Wziął głęboki oddech. – To nie znaczy jednak, że będę pozwalał ci na wszystko. Na pewno w pewnych sytuacjach nie wytrzymam i zareaguję źle. Zrozum, jestem tylko człowiekiem! I choć nieraz będzie to dla mnie cholernie przykre, to błagam, nie zmieniaj się! Nie mógłbym żyć z wiedzą, że po tylu latach walki o możliwość bycia sobą, nagle masz z tego zrezygnować – zakończył drżącym głosem.

Tommy nie miał odwagi spojrzeć wcześniej w górę. W końcu uniósł głowę, aby móc przekonać się, czy przyjaciel zrozumiał prośbę. Zaoferował Adamowi wszystko, w zamian za nic.

– Nie chcę cię stracić – wyszeptał.

Lambert zaczął unosić się w bezwarunkowym odruchu, by przytulić basistę – pocieszyć go. Zorientowawszy się, że byłby to głupi pomysł, zrezygnował z gestu. To mogło skończyć się źle, gdyż przyjaciel wydawał się mocno roztrzęsiony, osłabiony przez uczucia.

– Dobrze, postaram się.

– W porządku. Jakoś sobie poradzimy.

Tommy otarł twarz, po której chwilę wcześniej spłynęło kilka łez.

– Ustalmy coś. Pozwól, że to ja podejmę decyzję, czy posunąłeś się za daleko, czy też nie. Co nie jest równoznaczne z tym, że nie będę tego chciał. Co za pochrzaniona sytuacja! Z góry przepraszam za moje idiotyczne zachowanie.

W oczach Adama pojawiła się radosna iskra – W takim razie, obaj bądźmy lekkomyślni. Błędy są częścią naszego życia. Ale pamiętaj, że z całego serca chcę ci pomóc. Czy mogę?

– Nie możesz nic zrobić, aby mi to ułatwić. Wiesz o tym doskonale.

– W porządku, więc obiecuję nie próbować.

– Dziękuję.

Ciemnowłosy odchylił się na krześle, obserwując Tommy’ego.

– Już wiem, co się w tobie zmieniło.

– O czym mówisz?

– Wydajesz się być taki zainteresowany… Całkowicie skupiony na otoczeniu i ludziach. - To było zaskakujące stwierdzenie, ale bardzo prawdziwe. – Zawsze wydawałeś się bujać w obłokach, a teraz jesteś boleśnie obecny.

Tommy był zdezorientowany tymi słowami.

– To dobrze? – zapytał.

– Tak – odparł Adam i wstał od stołu. – Chodź, idziemy napisać jakąś muzykę.

– Nie pozmywamy? – pytanie wydawało się niepotrzebne, ale ten, kto znał Lamberta, wiedział, ile znaczy dla niego porządek.

Wokalista potrząsnął głową. Nie obchodziły go jakieś brudne gary, kiedy mógł spędzić czas z najlepszym przyjacielem, robiąc to, co oboje kochali. Tommy uśmiechnął się. Wciąż myślał o tym, że Adam wcale nie odpuścił i za wszelką cenę będzie chciał mu pomóc, ale nie pozostało mu nic innego, jak uwierzyć w jego słowa. Przecież obiecał!

Tłumaczenia – PROCES TWÓRCZY – Część 2.

Witajcie kochane.

Nie przedłużam.  Miłego czytania.

Ps.  ·  ~Cuckoo  ·  ~nikkiana  - dziękuje zaoferowaną pomoc. To jest mój adres veddel2011@interia.pl – napiszcie do mnie, jeśli nadal jesteście chętne poprawiać błędy – omówimy jak co wszystko na gg, które wam prześlę potem w wiadomości.

Ps 2.  Jeśli coś zgrzyta w tekście proszę dajcie znać w komentarzach. Poprawiałam to dziś wieczorem, a jestem zmęczona. Lori betowała też dość szybko  – jakiś błąd zawsze mógł zostać.

Ps 3. Zaktualizowałam dział podobne blogi.

——————————————

PROCES TWÓRCZY

Część 2


Nie widzę już gwiazd tam gdzie jestem

Chodźmy na wzgórza, gdzie horyzont jest niezatarty

Uczyń cud

Dokończ melodię

Zbyt długo schowałem pragnienia, na samym serca dnie

Kres nadszedł wraz z rysami na naszej kryształowej drodze

Chodźmy na plażę, tam poczujemy po stopami szorstki piasek

Uczyń cud

Dokończ melodię

Zbyt długo schowałem pragnienia, na samym serca dnie *

Bring on the wonder by Susan Enan

 

––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––

 

 

Tommy dotarł do domu w jednym kawałku. Niby nic takiego, ale zważywszy na to, że prowadził auto kompletnie rozkojarzony, był to mały cud. Pod domem zadzwonił do Mike’a, aby pomógł mu wnieść bagaże i choć był wczesny ranek, a przyjaciel na pewno spał, zdecydował się postąpić samolubnie i obudzić go. Pragną jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu.

 

Mike schodząc po schodach spojrzał na blondyna. Od razu zorientował się, że stało się coś złego, jakiekolwiek słowa nie były potrzebne. Nie mówiąc nic, wnosił pudła. Tommy nie przeprosił za wyrwanie z łóżka o tak wczesnej porze. W pewnych szczególnych sytuacjach przyjaciele mogą zachować się nieracjonalnie i to był właśnie ten czas, kiedy druga osoba im na to pozwalała.

 

Blondyn stojąc bez ruchu we własnym pokoju i gapiąc się w ścianę, wsłuchiwał się w szybkie bicie własnego serca. Starał się oczyścić myśli i zepchnąć emocje gdzieś daleko za mur, tam gdzie było do tej pory ich miejsce. Pragną do nich nigdy nie wracać. Niestety z każdą chwilą kryształowa tafla, na której wieczór wcześniej pojawiły się pęknięcia, coraz bardziej zaczynała się kruszyć. Objął się bezradnie ramionami.

– Kurwa, ja pierdolę powtarzał co rusz, jakby przekleństwa miały go uratować przed kompletnym zniszczeniem starannie zbudowanej zapory, z której właściwe już w tej chwili nic nie zostało.

 

Czuł się wycieńczony, bez sił i chęci do czegokolwiek. Z jednej strony chciał z kimś pogadać, wyrzucić z siebie cały ból, ale z drugiej nie miał zamiaru ujawniać komukolwiek swoich poplątanych myśli i uczuć.

 

Telefon zadzwonił kolejny raz. Tommy nie miał zamiaru odebrać. To absolutnie nie była pora na rozmowę z Adamem; nie, dopóki nie pozbiera się w całość i zacznie znów rozsądnie myśleć. Miał tylko nadzieje, że upora się z tym szybko.

 

Po jakimś czasie, leżąc na łóżku w ubraniu, zwinięty w kłębek, stwierdził, że niezbyt dobrze idzie mu wracanie do normalności.

 

Gdy obudził się po dziewięciu godzinach nieprzerwanego snu, zobaczył, że słońce nadal góruje na niebie. Promienie wpadając przez szpary zasłony, ogrzewały pokój. Po chwili, gdy wszystkie zmysły zaczęły w pełni działać, niechciane myśli wróciły. Pamięć o tym, czemu był u siebie w łóżku, a nie w domu Adama napełniła smutkiem. Wszystko się spieprzyło, skomplikowało. Nie mógł cofnąć czasu, nie dało się o tym też od tak zapomnieć. Nie istniała opcja wytarcia wspomnień gumką, nie ważne jak bardzo by sobie tego życzył.

Tak jak miał to w zwyczaju, sięgnął po telefon. Przeklął pod nosem: dziesięć sms-ów, siedemnaście nieodebranych połączeń, dwa nieprzeczytane emaile, a nawet jeden tweet z bezpośrednią wiadomością. Przez moment miał ochotę rzucić urządzeniem o ścianę, ale I–Phone był  mu zbyt drogi, więc w rezultacie wylądował pod poduszką.

Okropny zapach z ust, przepocone ubranie i kleista skóra po kilkugodzinnym spaniu w dusznym pokoju sprowadziły go na ziemię. Nadszedł czas, aby zebrać się z łóżka i zrobić coś ze swoim ohydnym stanem.

 

Trochę czasu zajęło mu, aby wstać, ale gdy już się podniósł, pierwszym co zrobił było zdjęcie skórzanej kurtki i pozbycie się butów.

Na stole leżała notatka. Zapewne od Mike’a, który był w pracy.

Weź prysznic, ogól się, umyj zęby, a potem ubierz się i wyjdź. Nie wiem co się stało, ale przeżyjesz. Ogarnij się! Pogadamy potem.

Tommy uśmiechnął się czytając słowa. Przyjaciel miał rację, w końcu to co nie zabija, to podobno wzmacnia. Tylko pewnie, zanim doczeka tego momentu dostanie na start parę kopniaków.

Zgodnie z instrukcją doprowadził się do porządku. Został jednak w domu. Nie czuł się na siłach wyjść z mieszkania. Własnego prywatnego azylu.

 

Siedząc na kanapie, przeglądał foldery ze zdjęciami. Zaczął od sierpnia, szybko jednak zrezygnował i zdecydował się otworzyć inny – maj. Każda kolejna fotografia którą wyświetlał na ekranie, stawała się niezbitym dowodem na to, że czuł do Adama coś więcej, niż tylko przyjacielską sympatię. Ponieważ Lambert z powodu nachalnych paparazzi miał uraz do fotografowania kolekcja ich wspólnych zdjęć nie była za duża. Jednak te nieliczne stworzyły historię miłości. Ukazywały doskonale, to co ukrywał w głębi serca, nawet przed sobą. To, że zakochał się w Adamie już dawno temu, a co teraz było tak oczywiste. W każdym jego spojrzeniu na przyjaciela widoczne było uwielbienie.

Jedno ze zdjęć szczególnie przykuło jego uwagę. Siedzieli wtedy w jakiejś knajpie, tuż po posiłku, najedzeni i zrelaksowani rozmawiali ze sobą. Każdy przy stoliku pozował przed aparatem, oprócz niego i Adama. Wpatrzeni w siebie, nie widzieli świata dookoła. Ciemnowłosy gładził mu czule włosy, a on sam, z uśmiechem na ustach, chłonął każe wypowiedziane przez wokalistę słowo. Każda postronna osoba widząc tę scenę, bez dwóch zdań mogliby pomyśleć, że są parą. Zrobiono je w czerwcu, tuż przed rozpoczęciem tournee.

Tommy zamknął oczy i oparł głowę na podgłówku kanapy.

Pozamiatane. W końcu i tak to było od początku skazane na porażkę.

Z rozmyślań wyrywał go dzwoniący po raz kolejny telefon. Zerknął na wyświetlacz. Adam. Cholera. Nie miał pojęcia, jak wytłumaczyć mu wszystko, ale przecież ukrywanie się w niczym nie pomoże i niczego nie zmieni.

– Tommy? – Adam był zaskoczony, że Tommy odebrał.

– Tak.

Wokalista milczał jak zaklęty przez parę sekund.

– Będę u ciebie za chwilę. Już myślałem, że skończy się wywarzaniem drzwi lub przekupstwem właściciela budynku. Wpuścisz mnie, okey? – w końcu wydusił z siebie

– Dobra.

Lambert bez słowa pożegnania rozłączył się.

Tommy całkowicie oszołomiony zachowaniem przyjaciela, zamiast wpaść panikę, że lada chwila będzie musiał stawić mu czoła,  siedział  w bezruchu i oczekiwał dzwonka domofonu.

 

Dźwięk rozniósł się po całym apartamencie. Blondyn zawahał się i przemknęło mu przez myśl czy nie zignorować sygnału, ale nie był tchórzem, więc podniósł się i nacisną zielony przycisk. Stanął w drzwiach i czekał. Pierwsze, co zobaczył to rozczochrane czarne włosy, a zaraz potem niesione dwie kawy ze Starbacksa. Adam wyglądał tak jakby nie spał odkąd Tommy wrócił do siebie. Choć wydawał się zmęczony, to przygnębienie widoczne w jego oczach podczas ostatniej nocy, zmalało. Ratliff poczuł ulgę, ale nie na długo. Jeden uśmiech piosenkarza wystarczył, aby zburzyć chwilową równowagę. W rezultacie musiał złapać się ramy w drzwiach.

– Cześć – rzucił Adam.

Tuż po przywitaniu blondyn poczuł na sobie wzrok, który prześwietlał go na wylot. Nie był tym w zasadzie zaskoczony, bo przyjaciel już taki był. Nie podawał się, dopóki nie dowiedział się całej prawdy. Tommy zmuszając się do jakiegokolwiek miłego gestu uśmiechnął się delikatnie.

– Hej.

Stali dłuższą chwilę w niezręcznej ciszy, przyglądając się sobie.

– Mogę wejść? Nie chciałbym rozmawiać na korytarzu – zapytał Adam podenerwowany.

Blondyn przesunął się trochę, wpuszczając mężczyznę do środka. Zamknął drzwi i poszedł do salonu, po czym wziął od Adama kubek z kawą.

– Jaką kupiłeś? – spytał.

Po kilku łykach, na ustach pojawił mu się uśmiech, ponieważ napój był przepyszny, słodki, nie podobny do tradycyjnej gorzkiej, małej czarnej, którą pijał  na co dzień.

– Mokka z białą czekoladą – odpowiedział Adam, po czym usiadł na kanapie.

W tej samej chwili Tommy zorientował się, że zostawił na stoliku otwarty laptop za zdjęciami. Był pewien, że piosenkarz na pewno zobaczy, co oglądał, ponieważ wygaszacz ekranu jeszcze się nie włączył.

Pierdolę, już gorzej być nie może.

– Och! – Usłyszał zaskoczony jęk.

Adam nachylił się nad komputerem, by wziąć go i położyć sobie na udach.

– Świetne zdjęcie.

Tommy milczał, popijał kawę i obserwował każdy ruch przyjaciela. Siedział niczym na szpilkach, ale starł udawać się, że wszystko w porządku.

– Jesteśmy jak para kochanków.

Słysząc to zdanie Ratliff zadławił się napojem.

– Na zdjęciu – szybko sprecyzował Adam. – To miałem na myśli.

Chrzanić to. Koniec tej farsy.

Złapał dwie duże poduchy, rzucił je na ziemię, usiadł na jednej i zawołał:

– Chodź tu.

Adam odłożył laptopa i usiadł po turecku na przeciw.

– Jesteś całkowicie pewien, że chcesz o tym rozmawiać? –Tommy musiał być pewny, że wokalista był przygotowany na to, aby usłyszeć całą prawdę.

Mężczyzna kiwną głową.

– Okey, powiem ci wszystko – rozpoczął prywatną spowiedź łamiącym się głosem. –  Nic się nie zmieni. Nie opuszczę ani zespołu czy ciebie, nie zniknę bez słów. Nie martw się. Chcę abyś wiedział, że nie będę mieszał w  twoim prywatnym życiu. Jakoś sobie z tym poradzę…

Przerywając na moment, spojrzał na Adama. Czekał na to co powie przyjaciel, ale gdy tamten nic nie zrobił, kontynuował.

– Cholernie mi na tobie zależy i będę potrzebował trochę czasu, aby przebywać obok ciebie i znów czuć się swobodnie.

Po chwili dodał z nieśmiałym uśmiechem:

– Wiem, że nadmierna czułość jest dla ciebie czymś naturalnym, ale potrzebuję trochę dystansu. Kiedy coś się zmieni dam ci znać. Proszę nie naciskaj.

W końcu powiedział to na głos. Poczuł ulgę i zadowolenie, że spojrzał prawdzie w oczy. W konsekwencji roześmiał się swobodnie.

– Nadal ciężko mi uwierzyć, że się w tobie zakochałem. Nie wiem, jak to mogło się stać i dlaczego byłem tak ślepy, że nie zauważyłem tego wcześniej. Przepraszam.

– Ty… Co?

Lambert był bystry, ale w tamtej chwili jego mózg pracował na zwolnionych obrotach.

– Kocham cię – Tommy powiedział zdecydowanym głosem.

– Zakochałem się w tobie – powtórzył, bo ciemnowłosy mężczyzna potrzebował usłyszeć to kolejny raz.

– Co ty gadasz?

Adam zamknął oczy i ukrył twarz w dłoniach.

– Nie rozumi… to nie praw…?

Tommy Joe pokiwał uparcie głową, choć Adam nie mógł tego zobaczyć.

– Stało się, nie wiem jak lub kiedy, ale po prostu zdarzyło się. Jesteś dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem, ale ponieważ zawsze byliśmy sobie bliscy nie zorientowałem się wcześniej. Nie zrozumiałem, że kocham cię nie tylko jak przyjaciela, aż do poprzedniej nocy.

Adam jęknął, niczym człowiek na jakiś strasznych katuszach.

– Co chcesz, bym zrobił?

– Nic. Uporam się z tym.

Tommy był zdumiony tym, jak szczerość przyniosła mu ukojenie. W końcu mógł powiedzieć prawdę. Nie musiał już nic ukrywać. Kochał Adama. To nic złego. Życie toczyło się dalej.

Piosenkarz z twarzą ukrytą w dłoniach, zerkał z pomiędzy palców na blondyna. Tommy, obserwując przyjaciela, nie wiedział co zrobić, jak się zachować. Uczucia wypełniały mu klatkę piersiową, z każdą chwilą zdawały się puchnąć, niemal jak balon, który za sekundę ma pęknąć. Nigdy w życiu nie doświadczył tak silnych emocji.

Lambert ocknął się w końcu.

– Nie, co ty gadasz! Nie zostawię cię z tym samego.

Tommy rozumiał, że Adam chciał pomóc, ale ich sytuacja była beznadzieja. Lambert był przecież zakochany w kimś innym, natomiast sam Tommy formalnie był hetero. W zasadzie nie wiedział  kim jest. Kochać Adama to jedno, ale wyobrazić  sobie z nim związek czy seks to co innego. Być może w jakimś alternatywnym świecie mogłoby im się udać, ale nie w tym.

– Nie jestem sam, przecież niemal żyliśmy razem. Kocham z tobą tworzyć, przebywać, cokolwiek robić. To jest tak naturalne i proste.  Nie planowałem ci nic mówić, ale naruszyłem twoją prywatność, straciłem kontrolę… Przepraszam.

– O Boże… Nie wiem, co powiedzieć. Ja nie… W ostatnich tygodniach zauważyłem, że traktujesz mnie inaczej, odbierałem wyraźnie sygnały, ale wmawiałem sobie, że to moja wyobraźnia… Tommy, nie wiem co robić!  Nigdy nie byłem w podobnej… Wiesz, że cię kocham, ale…

Basista przerwał wypowiedź, kładąc pocieszająco dłoń na kolanie Adama, którego ciało przeszył dreszcz. Niepohamowana reakcja na dotyk sprawiła, że szybko cofnął rękę.

– Adam, przepraszam, naprawdę…

Na chwilę zamilkł, aby zebrać myśli.

– Rozumiem, że chcesz postąpić jak najlepiej, ale nie przejmuj się tak bardzo. Nie oczekuję nic w zamian. Choć wiem, że nie można kontrolować swoich uczuć, mam wrażenie, że  to ja cię zawiodłem Zdaję sobie sprawę, że obwinianie siebie nic nie da, ale wydaje mi się, że powinienem zrobić coś wcześniej, nie dopuścić do tego, spróbować zniszczyć uczucia w zarodku. Z drugiej strony, wiesz co? Nie żałuję niczego, ani jednej wspólnie spędzonej sekundy, tego co zrobiliśmy razem, ani kim jesteśmy, więc i ty tego nie rób. Proszę cię, nie dręcz się, co możesz albo co powinieneś teraz zrobić. W porządku?

– Gdybym tylko wiedział, że istnieje możliwość, iż się zakochasz to… – W każdym słowie Adama słychać było poczucie winy.  Tommy chciał zdzielić przez łeb przyjaciela.

– Przestań.

– Chcę, abyś był szczęśliwy.

– Jestem. To po prostu kolejny etap życia. Pewnego dnia wszystko znów nabierze sensu. Nie martw się, to nie popsuje naszych relacji. Obiecuję. Kiedyś poznam kogoś, z kim ułożę sobie życie i ty będziesz miał u boku ukochaną osobę, a dzisiejsza rozmowa będzie jedynie odległym wspomnieniem.

Patrząc w oczy Adama, dodał:  – To nie musi być tak dramatyczne, jakim się wydaje.

Ciemnowłosy wydawał się zraniony wypowiedzianymi słowami.

– Twierdzisz, że to nic wielkiego, a przecież tak nie jest. Dla mnie to poważna sprawa. Jesteś pewny… tego co czujesz?

Tak, był. Jak niczego innego w życiu, ale próbował ułatwić im obu wszystko, choć Adam w ogóle nie pomagał.

– W tym momencie, szczerze mówiąc, czuję aż za dużo. I choć jestem w szoku, to wiem co mówię. Myślę nie do końca logicznie, ale staram się przejść przez to jak najbardziej spokojnie. To może cię mylić, ale… Narzekanie na los? Rozpacz? Żal? Adam, to nic nie zmieni! Przejdźmy przez to razem, trochę współpracy. Proszę. Okey?

– Przepraszam

Wzajemnie.

– W tej chwili jestem na dnie czarnej dziury, ale wydostanę się niej. Daj mi trochę czasu, bym sobie z tym poradził.

Wzrok Adama wyrażał skrajne zdumienie, ale dla Tommy’ego jego oczy i tak były piękne.

– Co tylko chcesz. Zrobię wszystko, czego będziesz potrzebował.

– Dobrze, mam prośbę. Bądź sobą, nie zmieniaj się, nie traktuj mnie jakoś szczególnie pomimo, że znasz prawdę.

Mężczyzna na przeciw przytaknął. Gest wydawał się diabelnie szczery.

–  Jeszcze jedno. Czy możemy nadal pisać razem i będę mógł zostać czasem na noc, a gdy będę potrzebował więcej przestrzeni, pozwolisz mi się wycofać?

Lambert milczał, ale w spojrzeniu widoczna była odpowiedź. Oczywiście, że tak. Zrobiłby cokolwiek, chciał dać Tommy’emu, wszystko czego ten potrzebował.

– Ufam ci i mam nadzieje, że nie powiesz nikomu. Nie chcę, aby ktoś skakał nade mną, litował się czy smucił.

– Zgadzam się, ale pozwól mi o tym z tobą rozmawiać.

– O czym chcesz mówić? – spytał Tommy, po czym dodał. – Gdy coś się zmieni, powiem ci.

Adam westchnął.

– Znasz mnie. Jeśli coś mnie męczy, muszę o tym czasami z kimś pogadać. Nie poradzę sobie, jeśli będę to tłamsić w sobie. Błagam, pozwól…

– W porządku, ale jeśli nie będę w stanie, nie będziesz naciskał.

– Okey – wokalista odpowiedział spokojnym głosem. – Czy mogę o coś zapytać?

– Wal śmiało.

Adam całkowicie skupiony wpatrywał się w niego tymi niewiarygodnymi niebieskimi tęczówkami. Tommy miał wrażenie, że zaraz w nich zatonie.

– Jeśli byłbym samotny, chciałbyś być ze mną… Wiesz, o czym mówię…

Padło pytanie, którego obawiał się najbardziej. Nie znał odpowiedzi, mógł jedynie przypuszczać, na podstawie pojawiających się w głowie paru myśli, jaka była.

– Szczerze nie wiem. Być może.

– Czy ty… Pragniesz mnie? Mam być ostrożniejszy?

Tommy zaśmiał się.

– Zawsze czułem się z tobą wspaniale. Jesteś elektryzujący. Przyciągasz ludzi. To nie jest nic nowego. Spokojnie, poradzę sobie – przecież nie robiliśmy nic od dłuższego czasu.

– Ostania sprawa. Mam o nim nie wspominać? Mogę trzymać go z daleka od ciebie. Nie będę też rozmawiał  z Saulim o tobie, o czymkolwiek co nas dotyczy, jeśli chcesz.

Blondyn poruszył się. Odchylił się mocno i oparł ciało na rękach.

– Szczerze. W tej chwili tak. Być może później będę mógł… Po prostu… – nie mógł wysłowić się do końca.

Coś pękło mu w środku. Adam zdawał się doskonale widzieć, co działo się we wnętrzu przyjaciela. Tommy poczuł się bezsilny. Cokolwiek by nie zrobił, mężczyzna siedzący tuż obok i tak znał prawdę. Nie chcąc okazać słabości, wstał i podszedł do okna.

Wpatrywał się w obraz za szybą, ale nie dostrzegał niczego przykuwającego uwagę. Nigdy nie znalazł się w podobnej sytuacji. Wcześniej darzył głębszym uczuciem ludzi, którzy nie odwzajemniali jego uczuć, ale nigdy nie był w takiej pułapce losu. Najgorsze, że Adam kochał go na swój sposób, interesował się jego życiem, troszczył, dzielił smutkami i radościami, był prawdomówny i inspirujący. Wspólnie wpadli na tak wiele dobrych pomysłów, przeżyli tak wiele wspaniałych chwil. Niby miał wszystko i tak niewiele brakowało do szczęścia, ale… Właśnie to małe „ale”, ta świadomość po prostu dobijała.

– Tak mi przykro. – Adam stanął tuż za Tommym, ale nie dotknął go.  – Tak bardzo przepraszam.

Ostatnią siłą woli odwrócił się i objął ciemnowłosego. W końcu nadal był sobą, nadal byli przyjaciółmi. Wdychał zapach Adama, niczym tonący człowiek łapiący ostatni oddech w duszące się płuca.  Przyjaciel przycisnął go mocno do siebie. Stali tak długo, szukając ukojenia, znajomej bliskości.

Lambert przerwał tę chwilę, odchylając się i łapiąc w dłonie twarz blondyna. Całując go w czoło, stwierdził:

– Zawsze będziesz dla mnie wyjątkowy.

Wypowiedziane słowa były jak sól na ranie. Tommy miał ochotę wrzasnąć.

– Powinieneś już iść. – Był cholernie dumny z siebie, gdyż wypowiedział słowa niemal normalnym tonem.  Adam zaoferował mu okruchy i pewnego dnia znów mu wystarczą  do szczęścia, ale nie w tej chwili.

Piosenkarz nie odpuszczał.

– Nie chcę byś odszedł.

– Wrócę – wyszeptał.

To była prawda. Nie wyobrażał sobie życia bez Adama. Delikatnie przesunął dłonie na brzuch mężczyzny i odepchnął go. Nie było to nic gwałtownego, ale wystarczyło, by przyjaciel zrozumiał przekaz.

– Idź już. Poradzę sobie. Przeżyję.

– Nie chcę, byś przeżył. Pragnę byś kochał, żył pełnią życia, chłonął je i  świętował każdą minutę.

– Wiem, ale nie zawsze dostajemy to, czego chcemy – odparł Tommy, a po chwili milczenia dodał: – Poza tym, to nie musi być tak straszne jak się wydaje. To nowe doświadczenie  i będzie pewnie interesujące.

Adam uśmiechnął się lekko i w końcu puścił twarz Tommy’ego.

– Nie chcę cię zranić – powiedział, przełykając głośno ślinę.

Basista pokiwał głową, wziął rękę mężczyzny i pociągnął go do drzwi.

– Uciekaj już, a i zadzwoń do mnie, kiedy będziesz wolny. Umówimy się.

Gdy tylko Lambert opuścił mieszkanie, Tommy osunął się po drzwiach i westchnął.  Zaledwie jedna minuta dzieliła go od załamania się na oczach Adama. Prawda była taka, że nie miał żadnego planu i kompletnie nie wiedział jak ma poradzić sobie z tym co czuje. Jednego był tylko pewien – nie potrafił już sobie wyobrazić życia bez Adama.

—-

*  Interpretacja i tłumaczenie tekstu by me :).